zaglądam:
aasiek
ann_mari
bliskoznaczna
blonde
dońka
gettoknowme
izabelka
jem-przeciez
kamyszek
lipsticklies
nutelka
nmc
noli-me-tangere
prattle
refleksja
sapphire
sleepwalker
tweedy
urse
uwierz




przeminęło:
2008
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień


Layout by Cassia for Layout4you :: Thanks for: Courtneybrooke

02.09.2007 :: 03:22
Potrzeba mi siły.

Rozdarta na pół z trudem się powstrzymuje. Wiem, nie wolno mi chcieć. Po prostu nie mogę, i już. Nie szukam przyczyn, nie chcę myśleć o skutkach. I o tym, że będzie coraz ciężej. Analizować, zastanawiać się nad tym, co dalej. Tu granicy nie ma, choć dawno została wyznaczona. Nie mówmy o przekroczeniu, tego nie było w planach. I nigdy nie będzie.
Patrzę w oczy. Okłamuje siebie i was. I mnie. Dla spokoju. A potem boję się o tym myśleć. Panicznie się boję.
I wciąż zbyt trudno mi o tym mówić.

Byłam raz, już nigdy nie będę. Dopięłam swego, rozpiera mnie duma. Sama potrafię zobaczyć problem tam, gdzie go nie ma. I nie potrzeba mi do tego żadnego gabinetu.

Czekanie jest najgorszym z możliwych. Lepszą perspektywą jest negatyw, gorzka prawda, niż czekanie właśnie. Ale nie pozostaje nic innego. I ta szafa pełna kolorów, materiałów, wstążek. Te kilometry dziennie, z górki i pod. Godziny, nerwy, przekleństwa, słodycze, poranna kawa, efekty. I satysfakcja. Czekam na ferie.
A jak odjeżdżałam to było mi smutno.

Drugi majl, podchodzę z większym dystansem. I bardziej nagatywne myśli pod tym tytułem. Choć... chciałabym. Bardzo. Muszę!

Od poniedziałku reaktywacja. Wiem, że tym razem się uda. Takie nieudane, wakacyjne postanowienie. Mobilizacje mam. Zrealizuję.

Niedługo przeleję to wszystko na papier. Dziesięć kartek, może i więcej. Wspomnienia, lubię je. Te będą w nieco innej tonacji. Ale równie piękne. Tu też czekam - na odpowiedni moment.
Takie zawieszenie.

Perspektywa trzeciego mnie przeraża. Spać przez to nie mogę. Kolejny życiowy błąd, żal, złość. Poterminowa. Sterty książek i zeszytów na biurku. Za późno na jakiekolwiek zmiany.
Wiem, że nie dam rady.

Bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart
A czerwień mojej krwi to tylko jakiś żart
I zapominać chcę tak często jak się da
Że nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart...




A wściekła jestem na Ciebie za to, że nie powstrzymałeś, jak spadałam do tyłu.
Komu teraz powiem jak bardzo mi źle..?

Komentuj (5)


09.09.2007 :: 01:16
Miałam jutra szukać...

Jedyna. Ta jedyna. I jeszcze ta równie ważna. Nie do twarzy mi w tym, mam ochotę krzyczeć, rzucać, rezygnować. A tylko milczała będę.

Co do kolejnych dwóch przypadków, w jednym z nich pasuje, w drugim zastanawiam się nad ostatnią stroną powieści. Teraz to ja jestem autorką, ten drugi zrzekł się praw.
Albo zapomniał że takowe posiada.

Przed sobą macie pełnoprawną licealistkę, uczennicę Ig i Ih. Tę, która spoczęła jednak przy tym drugim, biologiczno-geograficznym. Tydzień pełen wrażeń. Roztrzęsiony francuski, historyczne 'tak? tak? tak?', spóźnienie na chemię, której nie było. Popołudniowe zmęczenie. Krzyk, łzy, protesty, tony serków hiomogenizowanych.
I pomyśleć, że to dopiero początek.

Majl pierwszy - odpowiedź negatywna. Ale nie, nie. My się tak łatwo nie poddajemy, Droga Wu. Pokażemy, na co nas stać.
Majl drugi - cisza. Nastawiałam się na to. Ale gdzieś we mnie jest ta nutka nadzieji. I czekam.


Jak przed skazaniem
powiesz mi jutro
wiele mocnych słów
wiem
Jutro znów przyjdzie
Twój smak zapomnieć
wiem
Przychodzisz co noc
biorąc swój kawałek mnie
umrzeć nie mogę
żyć tak także nie
Wciąż rozbudzane serce
wypalić się nie da
ustaje we mnie
i w nocy zaczyna bić
Budzisz mnie żalem
usypiasz bólem
i mówisz
podejdź
i mówisz odejdź
Budzisz mnie żarem
usypiasz bólem
by mówić odejdź
Mieliśmy jutra szukać
jesteśmy wczoraj
wspomnienia budzone
do życia jak ja
wiem...


Komentuj (4)


15.09.2007 :: 23:56
Zawsze patrz w stonę słońca...

Męczy mnie to, ale postanawiam, że będzie męczyło dalej. Za dużo do stracenia, jeszcze więcej do ukrycia. I ta niepewność. Nie, mowy nie ma.
Szczęścia.

Dzisiaj nad jeziorem fajnie było. Nigdy nie przypuszczałabym, że w takim składzie i z czymś takim w ręku. Jakoś dziwnie i nieswojo. Ale miło.

Trudno mi przechodzić przez te daty jeszcze raz. Ta dzisiejsza podwójna, już nie liczę, który to. Mogę w myślach powtórzyć trasę, ruchy, słowa.
Ale po co?

Codziennie to robię.

Dzisiaj zapiszę ostatnią stronę tej powieści. Zarys ogólny już mam, nie boję się.
I nigdy nie przypuszczałam, że to się tak skończy.

Już nawet nie wiem przez którego o którym chciałam zapomnieć. Nie wiem.

... zawsze.

I na zawsze.

Komentuj (0)