zaglądam:
aasiek
ann_mari
bliskoznaczna
blonde
dońka
gettoknowme
izabelka
jem-przeciez
kamyszek
lipsticklies
nutelka
nmc
noli-me-tangere
prattle
refleksja
sapphire
sleepwalker
tweedy
urse
uwierz
przeminęło:
2008
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
04.09.2006 :: 00:20
Przesiąknięte łzami chusteczki jeszcze dziś wylądują w koszu.
Tak się złożyło, że jakoś za dobrze się nie umówiłyśmy i ostatniego dnia wakacji zostałam zupełnie sama z sobą, muzyką i co po chwila migającymi opisami panny eS. Czyja wina, nie wnikam, bo to nieistotne. Po prostu myślałam, że ten wieczór spędzimy razem.
A tymczasem... mam nadzieję, że się dobrze bawicie.
Przyszła pora pożegnać te wakacje, takimi jakimi były. Czas pomachać na 'do widzenia' wyobraźni i wspomnieniom, które pozostały gdzieś między kartkami bezlitosnego kalendarza. Bo to we mnie głęboko pozostaną te wszystkie wypady, kaczki, łabędzie, spacery, sesje, szarlotki, nagłe spotkania, wyjazd do Wilcza, te 12 km w nogach do Świętna, nieudane plany i niespełnione letnie marzenia.
Zapamiętam to wszystko, co było przeciwko nam i tej całej niedoszłej imprezie, każdy szczegół, łzy jednej z nas, żal, ból i strach. Wszystkie ranki na ciele spowodowane jednym, nie aż tak małym, szkodnikiem, jakim jest najcudowniejszy pies świata;) Akcja w nogawce Doni, te przerażenie, kotek i dosłownie wszystko.
A ja Wam powiem, ze ciągle czuję niedosyt spowodowany tym czterem niedoszłym i nadal wolnymi od markerów deskami mostu.
Dopiero w ostatnie dni te wakacje tak naprawdę zaczęły się rozkręcać i zanim zdążyły tak do końca, skończyły się. Momentami fajnie było. Bo z Wami ;* Dziękuję.
Wiecie, ja lubię siedzieć na naszym mostku. Jeden z najpiękniejszych symboli wakacji to właśnie on i to stado wodnych ptaków wokół nas. Szkoda tylko, że poza Wami pojawił się tam jeszcze ktoś inny, który był ostatnią osobą, o jakiej w tamtej chwili myślałam.
Mówią, że w takich sytuacjach mam się zachowywać normalnie. Ale zrozumcie, że w takich momentach się nie myśli, a umiejętności normalnego zachowania odpływają gdzieś daleko. Było mi wstyd za siebie, za to co robię, choć to wstydem w sumie być nie powinno.
Ale jest.
I chciałabym móc dalej się łudzić, że eM był tak oparty przez te kilkanaście minut właśnie dlatego, żebym Go zauważyła. I spoglądała co po chwila.
I uwierzyć w to, że to machanie ręką było wyrazem tej dawnej sympatii, sygnałem jakiejś głęboko skrywanej tęsknoty i tego, że mimo to, że ma Ją, kogoś Mu brakuje.
Chciałabym, ale nie potrafię.
A te nierealne złudzenia wprost mnie zabijają.
eM, gdy ktoś kiedyś zapyta o Agatę, nie mów że mnie znałeś. Bo gdybyś znał mnie tak naprawdę, nie zostawiłbyś w taki sposób, znał potrzeby i moje słabości psychiczne. Wiedziałbyś jak się teraz czuję, ile łez wylałam i nie dopuściłbyś do tego.
Kiedyś powiesz, że byłam chwilą, nic nieznaczącym wspomnieniem. Kto wie, może ja też w końcu zapomnę?
To wszystko jest takie okrutne.
I jeżeli jesteś z Nią naprawdę szczęśliwy, niech tak pozostanie. Ja tego chcę. To logiczne przecież, że zawsze, z nas trzech, ktoś będzie cierpiał. Wypadło na mnie, i ja się z tym godzę, jak przystało na prawdziwą przyjaciółkę. Godzę się na te wszystkie widoki na mieście, złączone ręce, życie takie jak dotychczas, choć jest mi tak cholernie ciężko.
Godzę się też z końcem tych wakacji i wszystkim, co czeka mnie w najbliższym tygodniu.
Godzę się na czarno-biały strój, bo taki obowiązuje.
A jeżeli jutro zamiast szarlotki zaproponują mi jabłecznik, też się na to godzę.
Gdzie Ona będzie, kiedy zapłaczesz?
Komentuj (6)