zaglądam:
aasiek
ann_mari
bliskoznaczna
blonde
dońka
gettoknowme
izabelka
jem-przeciez
kamyszek
lipsticklies
nutelka
nmc
noli-me-tangere
prattle
refleksja
sapphire
sleepwalker
tweedy
urse
uwierz




przeminęło:
2008
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień


Layout by Cassia for Layout4you :: Thanks for: Courtneybrooke

05.08.2006 :: 00:32
Przecież żyć można czekając, a czekając można żyć. Tylko czasami i umrzeć można.

"On nigdy do Ciebie nic nie czuł, od zawsze byłaś dla niego tylko przyjaciółką. I nikim więcej."

Zabolało.
Wywołało łzy.
Argumenty za i przeciw.
"Za" wygrało.

Mój eM miał silne ramiona... i najsmutniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widziałam... Do dziś żałuję, że nie wpatrzyłam się głębiej, że uciekałam przed wzrokiem... albo patrzyłam w tą cholerna łąkę... czy pole... nie wiem, co to było. Nie był wtedy szczęśliwy. Nie był szczęśliwy, bo ona nie była przy nim. Trzymała kogoś innego za rękę i stąd ten smutek w Jego oczach.
A ja byłam na otarcie łez.
Mój eM nigdy nie był moim.

Przybył, by się Nim nacieszyć. Nie ostrzegł, że odejdzie.
Był za długo by się nie przyzwyczaić, i potem nie odczuć Jego braku. I nie umierać z tęsknoty.
Zapomniał, że decyzja oswojenia niesie za sobą ryzyko łez.
Mimo to, zawsze będzie częścią mnie.

W głowie jeszcze do dziś odbijają się echem słowa z tamtych dni. Pod zamkniętymi powiekami ukazuje się film. Odtwarzam wszystkie obrazy, dźwięki i akcenty. Tak jakby to było wczoraj. A minęły już dwa miesiące.
To nie wróci.

Nigdy nie wiesz, co posiadasz, dopóki tego nie stracisz.

Czuje się wyeliminowana.
Nie ma łez, nie potrzeba już chusteczek na ich otarcie. Nie potrzeba też osoby, która by je podała.
I nie, ja wcale nie czuje się wykorzystana. Cieszę się, że mogłam komuś pomóc, coś bezinteresownie ofiarować i uratować chwile, które trwały i nadal trwają.
Tylko, że ja... już czuje się niepotrzebna.

Wiesz, chciałabym znów uwierzyć, że 'wszystko się może zdarzyć'. Usłyszeć te słowa właśnie od Ciebie. Tam albo gdzie indziej. Ale tam dobrze było. I tak cicho. I tak późno.
A ja wierzyłam.
Już nie wierze.

Nie powiem ci, ze jesteś moim powietrzem, ale bez ciebie brak mi tchu.
Koniec końca. Przybył i odszedł.
I przyjaźnić się nie możemy. Wczoraj doszłam do wniosku, że już chyba nie potrafię.
Mój Nieobecny Przyjaciel już chyba na dobre przestał istnieć.

W Twoim sercu chciałam wynająć pokoik
Ale Ty oddałeś mi całe mieszkanie
A ja w pogoni za szczęściem gdzieś zgubiłam klucze
I zatrzasnęły mi się drzwi mojego eM.


~

- hej, Agata, mamy do ciebie sprawę!
- (ja, gwałtownie hamując, niemalże potykając się o krawężnik) no, o co chodzi?
- kup nam 4 lechy.
- że cooooooo?! (;o)
- no kup, dam ci mój plecak.
- i co ja z tego będę miała?
- damy Ci fajkę.
- nie, dzięki. narazie.
*
- (;o) eee... a tak wogóle czy ja wyglądam na osiemnastkę?
- nie, ale na siedemnastkę - tak.

Siedemnastka twardo trzymająca się swoich zasad, nadal samotna.
W dodatku nie do wzięcia.


Takie przeczucie, że niedługo kogoś zranię.
Choć Mama, oczywiście, wolałaby żeby było inaczej.
Pod pretekstem mojego szczęścia.
Nigdy nie potrafili zrozumieć, że kocham kogoś innego.
Zawsze wszyscy byli przeciwko tej znajomości, która, na ich szczęście, nie doczekała się happy end'u.


Wakacje miałam wspaniałe, naprawdę. Wyjazd z Przyjaciółką za granicę, potem z ukochanymi Dziadkami do Kołobrzegu. Nie zapomnę tych chwil, tego stresu w drodze powrotnej, pilotowania, Portowej, Solnej itd. Pirat, Kubuś Puchatek i flirtujące pluszaki też utkwione w mej pamięci zostaną na zawsze. Całe Radzikowo było the best, z moimi Dziadkami na czele, a ja w roli fotografa czułam się jak w żywiole.
Chcę z powrotem na Brylantową. Z Nimi.

Sprawy sercowe przez te 2 miesiące wogóle nie istniały.
Widocznie tak musiało być.


I co z tego, że napisał?
I co z tego, że wrócił na 5 min., żeby potem odejść?
I co z tego, że powiedział mi to, i to, i to?
I co z tego, że było 18 sms'ów?
I co z tego, że wyobrażałam sobie to inaczej?
I co z tego, że Donia ZNÓW MIAŁA RACJĘ?

Nic.
Będę nadal żyła w moim małym świecie. Marzeniami.

~

Wczoraj...
To miał być zwykły czwartek. Miał, ale nie był.
A dziś mamy zwykły piątek. A ja nienawidzę zwykłych piątków.


Czasem czuje chłód wieczorem, który mijając nie dał zasnąć
Pamiętam sprytne myśli i moment w którym łatwiej byłoby zgasnąć
Wiem jak boli cisza w odpowiedzi na wołanie
Brakuje zrozumienia bez sensu jest czekanie
Zawieszenie wzroku
Czujesz że świat kręci i nie dotrzymujesz kroku
Wtedy Ty i wokoło jakoś jaśniej
Serce bije mi ze szczęścia już nie boli tak jak wcześniej
Wszystkie dni tyle chwil zawsze Ty a teraz...

Chce podziękować Ci
Za każdy dzień bo to dla Ciebie jest
Pamiętam te chwile złe kiedy Ty
Pomogłeś mi w sercu zostaje to.
Dziękuję Ci...



Idę rozmawiać ze ścianą.

Komentuj (24)


18.08.2006 :: 01:42
Jedną połową na północ, drugą na południe...

Słuchałam tego wszystkiego. O niej, o Tobie, miłości i życiu. O tym wszystkim co was otaczało, a w późniejszym czasie także rozdzieliło. Przez półtora roku żyłam Twoimi problemami, łzami i smutkiem. Oddychałam Twoją śmiercią, do której było Ci naprawdę blisko. Prosiłam, błagałam, ocierałam wirtualne łzy i zachęcałam do życia w miarę swoich możliwości. Nakłaniałam do wiary, nadziei i optymizmu. Do tego, czego Ci najbardziej brakowało. Nie wiem, skąd czerpałam siły, ale wszystkie, nawet te najmniejsze, rezultaty moich działań jeszcze bardziej zagrzewały mnie do walki o Twój uśmiech. O Ciebie.
Pojawiałam się zawsze wtedy, gdy mnie potrzebowałeś. Wystarczyło jedno słowo, sygnał i byłam.
Ty zmagałeś się z samym sobą, swoją bezradnością i lękami, podczas, gdy ją nie obchodziło kompletnie nic. Uśmiechała się do siebie, do świata, nie mając pojęcia o tym, że właśnie z jej powodu może między nami niebawem kogoś zabraknąć. Trzymała innego za rękę, była szczęśliwa i przez myśl jej nawet nie przeszło, że tym samym sprawia komuś ból. Nigdy nie próbowała wcielić się w Ciebie, w Twoją sytuację.
Miała to wszystko głęboko. Liczyło się tylko jej szczęście.

z tęsknoty pisze się wiersze
z bolesnej
drżącej śpiewny owoc ciała
patrząc na samotne palce
mogę wysnuć pięć poematów
dotykając moich napiętych ust
szepczę
i słowa rozkołysane rytmem wielkiej wody
plotą się w wiersze
mokre
bardzo słono biegną poprzez twarz


Pamiętam tą ławkę. Wszystkie Jego słowa, łzy w oczach i pojawiający się co po chwila uśmiech smutku i radości, w jednym.
Doskonale pamiętam jak dziękował. Jak mówił, że to właśnie przeze mnie żyje.
Dziś boję się, że to życie ktoś mu porządnie zmarnuje i doszczętnie wyniszczy.
Z ruin nie potrafię budować.

Te rany nie zdają się goić
Ten ból jest zbyt prawdziwy
To jest zbyt dużo, żeby czas mógł je wymazać


Przecież ja wcale nie chciałam wkraczać w Jego świat, zabłądzić w nim też nie. Moja wola nie została uszanowana, kompletnie przepadłam w tym labiryncie i nie potrafię się z niego wydostać. Jestem skazana na wieczność. Sama.

spójrz
jak to łatwo
być małą rysą
niezapisaną kartką

jak to łatwo

i spójrz jak łatwo
pęknąć przełamać się na pół
na dwie połowy
oczy mieć podwójne
i dwie głowy

i w dłoniach podwójne palce
dwie prawe i lewe komory
i umierać dwa razy
i rodzić się podwójnie
usypiać samemu a budzić się wspólnie

i jak to łatwo
być małą rysą
niezapisaną kartką
jak to łatwo
pęknąć lodowcem na pół
rozpłynąć się wspólnie
jedną połową na północ
drugą na południe



Ona jest chuda, przeraźliwie chuda.
Piękniejsza.
Ma śliczne duże oczęta.
Powalający z nóg uśmiech.
Kolczyk w pępku.
Długie zgrabne nogi.
Jego.
Jest chodzącym ideałem.

Nie, ja wcale nie mam kompleksów.
Ściska mnie od środka.


I tylko błagam los o jeszcze jedną szansę. Uśmiech. Rozmowę, szczerą rozmowę na żywo.
Przepraszam, chyba wymagam zbyt wiele.

Tak się złożyło, ze uciekłam. Z mojego własnego świata, jakim było dla mnie gg i mój dotychczasowy numer komórkowy. Zrobiłam to dla siebie, z nadzieją, ze ktoś zauważy moja nieobecność. Chciałam też uciec przed tym wszystkim, za którym nie nadążałam i nigdy nadążyć w stanie nie będę.
Mój plan okazał się wielkim niewypałem i został spisany na straty już dzień po jego wprowadzeniu.
To wszystko nie ma prawa sie spełnić, życie byłoby zbyt proste i piękne. Ja to czuję.
Kolejny błąd do kolekcji.

Zobaczyłam eM, widziałam Go. Po raz pierwszy od pamiętnego 7 maja. Z nią. Trzymał ją za ręce i zdawał się być szczęśliwy. To chyba dobrze. Przecież właśnie tego Mu życzyłam.
- ściana -

Cały dzień był wstrętny. Telefoniczne żarty, bo ktoś chciał dzięki mnie się dobrze zabawić. Krzyk, wrzask i przekleństwa, bo ktoś nie miał na kim wyładować złości. Ratusz, za ratuszem, bo tylko tam mogłam spokojnie się wypłakać. Przepraszam.

Każdy pan może mnie odprowadzać do domu, o ile jest panem eM. Tylko on posiada taki przywilej. Gdy robi to ktoś inny, czuję się niezręcznie i tak naprawdę nie wiem jak się zachować. A jak nie wiem jak się zachować to nie zachowuję się wcale i to paraliżuje wszystkich naokoło (głównie Donię), po czym i tak odbija się na mnie. Dość mam.

Spotkanie z byłym kolegą z klasy 'a' nie jest takie złe o ile podczas jego wyżaleń o meczach, reprezentacji, piłce, dyskotekach i wyimaginowanej dziewczynie, myśli się zupełnie o czymś innym, a uśmiech chowa się za włosami.
Noce też wcale nie są takie złe o ile spędza się je na rozmowach z Przyjaciółką, skracając przy tym jej spódnicę i mając 100 pomysłów na minutę.
Wypady na pizze są fajne. Spontaniczne wizyty u fryzjera, też. Jeszcze lepsze są zaczęte i nieskończone tematy na mostkach i karmienie kaczek i łabędzi siedmioma bochenkami chleba. Wszelkie zakwasy i przetarcia górą ;D
Bo w grupie wszystko jest bardziej kolorowe;)


Notkę dedykuje Dońce. Tej, której w ostatnią noc zjadłam prawie wszystkie ciastka, jakie miała w domu i wyczarowałam stertę brudnych naczyń w kuchni. Tej, która wystraszy się na widok każdej zielonej koszulki na rowerze. Tej z tą znakomitą intuicja i kitkami. Z którą zawsze jadę na tym samym wózku. Która nazywa mnie kretem i ostatnio ma troszkę większych zmartwień ode mnie.
Buźźź ;*

Komentuj (9)