zaglądam:
aasiek
ann_mari
bliskoznaczna
blonde
dońka
gettoknowme
izabelka
jem-przeciez
kamyszek
lipsticklies
nutelka
nmc
noli-me-tangere
prattle
refleksja
sapphire
sleepwalker
tweedy
urse
uwierz
przeminęło:
2008
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
16.06.2006 :: 13:12
Obiecuję Ci, moje serce: piękny deszcz, rzęsisty płacz, potoki łez. Ożyjesz.
Niektórzy się domagaja, żadaja, inni wogóle już tu nie wchodza. A ja wciaż kurczowo trzymam się stwierdzenia, że bloga prowadzę tylko dla siebie, tak jak wtedy, kiedy 30 komentarzy pod notka nie budziło żadnego zdziwienia i było wręcz normalnoscia.
Ten blog umiera, on się dusi. Moim pokręconym życiem i ciagłymi zmianami. Na dobre, na złe. Piszę cos, co za kilka dni już jest nieaktualne, bo wydarzenia zmieniaja nagle bieg. Mam tego dosć, bo obiecałam sobie że mimo wszystko będę pisać prawdę, tylko i wyłacznie. I piszę. Tylko że jednego dnia cos sobie obiecuję, a drugiego życie zmusza mnie do zupełnie innego postępowania.
Chce wrócić na Odrobinkę. Przecież ja tak bardzo lubię ryzyko.
A sentyment pozostaje.
Cos mnie przytłacza. Moje wielkie problemy, które w rzeczywistosci sa małymi, bo za kilkadziesiat lat i tak będę je za takie uważała. Może wtedy, kiedy usiadę przy elektrycznym kominku z automatycznymi drutami i metalowa włóczka w ręku, zatęsknię za tymi chwilami. Może zapłaczę w najmodniejsze chusteczki z Velvet'u, jednoczesnie załamujac się, że tak mało z tego okresu pamiętam. Z pamięci zostana wymazane wielkie kłótnie, spontaniczne pojednania, wszystkie łzy, tęsknota, usmiech, nieudane przyjaznie i nieodwzajemnione miłosci. I nie będa one miały najmniejszego znaczenia.
Jednak gdzies głęboko we mnie zostanie fakt, że zostawiłam uraz w psychice niewinnego człowieka, kompletnie się nad tym nie zastanawiajac. I wierz mi ze nie potrafie opisac w jakim był stanie i jaka jestem idiotka. Najpierw ratuję człowieka przed upadkiem, przed dnem, przed tym wszystkim, a potem sama go w ten dół zapędzam i zostawiam. Oczywiscie, przepraszam. Ale to nic, to tylko słowa. Te słowa nie uratuja człowieka przed upadkiem, traca swa moc i znaczenie w miarę użycia. Zupełnie jak moje czerwone majteczki.
Nie chcę już nikogo więcej zranić. Nie chcę!, rozumiesz?
/zbieram odwagę na telefon/
Lubię czerwcowe pojednania, żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy. Lubię przemyslane noce i osoby, które jeszcze 2 tygodnie temu były mi wrogie. Kolorowe rajstopki i rockowe zielone koszulki. Wieczorne wyprawy rowerem przez chaszcze, górki i pagórki. Nad jezioro, gdzie wszyscy przypominaja tych, którymi mogliby być, ale nie sa. Totalny stres i ciagłe podawanie piłki przez Donię. Kebab o zachodzie słońca na trawie, w miłym towarzystwie komarów. Czerwone lizaki też lubię, a co! I moja Donię przede wszystkim ;*
Pan eM sam nie wróci, a ja mu w tym nie pomogę, bo najzwyczajniej w swiecie nie potrafię. Czekam na jakis znak, poszlak garbatego aniołka, cokolwiek. Jakies tak lub nie. Bo przecież ja lubię tylko jasne sytuacje. Nie wytrzymam, już teraz jest zle, kiedy zauważam nanosekundy bez Niego.
Tydzień bez eM to mała wiecznosć, umieranie po umieraniu. Czekanie na cos, co się nie wydarzy i popijanie tego wszystkiego nadzieja.
Bo zaistniał poważny kryzys w stosunkach moich i Twoich. Z winy osoby piszacej. Przez jeden beznadziejny telefon szlag jasny wszystko trafił. Najpierw trzeba trzy razy pomysleć, zanim się cos zrobi. A ja pomyslałam jakies tysiac razy więcej.
Dzisiaj Perfect, tłum ludzi i kołyszacy się nastolatkowie, wypatrujacy tępym wzrokiem niebo.
Sama nie wiem po co tam idę.
Komentuj (4)