| W skrócie Ania miała racje, rzucając słowami: "wstydź się". Więc siedzę teraz przed monitorem i naprawdę mam ogniste rumieńce, przyjmijmy że właśnie ze wstydu... Przyjmijmy ;) Wszystkich czytających ostrzegam, że to nie będzie łatwa notka, a jej rozmiary mogą przekroczyć pewne dopuszczalne normy. Pozwólcie, że na tą jedną jedyną chwile w tym roku wrócę do wszystkich tych wydarzeń, przyjemniejszych, jak też tych mniej przyjemnych... ostatni raz. Rok 2oo5 był dla mnie rokiem najgorszym, zapamiętam go takiego już na zawsze. Nie oszczędzał mnie ani trochę, wyciągnął wszystkie siły i chęci do życia. Styczeń. Temperatura spadła grubo poniżej zera, również w kwestiach uczuciowych. Nie bardzo wiedziałam, dlaczego wraz z przyjściem nowego roku wszystko zmieniło się tak błyskawicznie. Zapchana skrzynka na wiadomości, zapełnione archiwum, złamane deklaracje, ostatki rozmów i nieświadomość tego, że góra szczęścia runęła, zanim zdążyłam na nią wejść. Nic więcej nie pamiętam. Luty. Czternasty. Początkowo wydawać się mogło, że jestem przygotowana na wszystko. Jednak po tym, jak wpadłam do szkoły oddać zeszyt od geografii z referatem, a naprzeciw wybiegło mi pół klasy, nie chciałam wyjeżdżać. Było mi strasznie ciężko się z nimi wszystkimi zegnać. Najgorsze było poczucie tego, ze już możemy sie nie spotkać. Szczerze mówiąc, cały czas szykowałam się na najgorszy tok wydarzeń i gdy przejeżdżałam wiaduktem, patrząc na Jego dom, myślałam, że robię to po raz ostatni. Po przyjeździe do LORO, po godz. 16 pamiętam, jak siedząc w łazience i czytając z tablicy, jaki płyn i ściereczka jest do poszczególnej płytki, próbowałam się dodzwonić do moich dwóch lasencji:P Obie były w krytycznej sytuacji i co chwile pojawiały się nowe komplikacje. Walentynka i Mój Jedyny, rzecz jasna. Oh, tak. Dziękuję Wam do dzisiaj :* Akcja była boska ;D Marzec. Drugi marca. Operacja, najgorszy tydzień w tym roku. Chwila, w której wszystko było mi obojętne, a jednocześnie tak ważne... Poranny sms, pożegnania, telefony, przygotowania... coś strasznego. I chyba nikt mnie nie zrozumie, dopóki sam tego nie przejdzie. Nigdy więcej, błagam. Szybko przyjechałam do domu, robiąc niespodziankę nie tylko rodzince;) Pamiętam, jak wyjeżdżałam, śnieg topniał, a z nieba spadały wielkie krople deszczu. Jechałam przez te piękne okolice, oglądałam te same drzewa, co przed operacją, a w środku wszystko się we mnie rozrywało na miliony kawałków. Dopiero teraz dotarło do mnie, że właśnie przed chwilą opuściłam moich przyjaciół, towarzyszy ostatniego miesiąca, z różnych stron Polski. I już ich nigdy, przenigdy więcej nie zobaczę. Spacerki w gorsecie w towarzystwie mojej ukochanej Doni przebijały wszystko. Akcje i przypadkowo spotkane osoby też... Nieistotne jak, co, gdzie i kiedy. I nie muszę chyba tego zapisywać, bo to zostanie w naszych głowach na zawsze... Kwiecień. Pewna osoba zapomniała o wszystkim, cokolwiek miałoby to znaczyć. A potem znów pojawiła się nadzieja, która szybko niestety znikła. I życzyłam cos komuś. A życzenie się spełnia... Ogólnie powoli dochodziłam do dawnej sprawności, chcąc być tą samą osobą co przedtem, co jednak było trudne do zrealizowania. Jak to kilka osób zauważyło, zaczęłam kręcić tyłkiem (;P). Chciałam byc szalona, przebojowa i nie bać się już nikogo i niczego. Wyjść życiu naprzeciw. Wszystko było dobrze, tylko... sił fizycznych tak naprawdę brakowało. I poznałam kogoś, kogo nigdy bym nie chciała poznać i jeżeli dałoby się tak to dane spotkanie wyrwałabym z mojego życiorysu... Maj. Wystarczyło, że założyłam czerwone majteczki, a życzenia zaczęły się spełniać. No, może nie do końca... Ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że Dni Wolsztyna, a w szczególności koncert, spędziłam w cudownym towarzystwie... mmmm.... ;D Później imprezka urodzinowa i... no właśnie: I. Jakaś taka pustka. Czerwiec. Zakończenie roku szkolnego, a co za tym idzie- wakacje. W tym samym dniu późny spacerek z Muchą na czele i dość nieprzyjemne zdarzenie tuż pod brzoskwiniowym domem, które dawało mi po kościach aż do grudnia... Brak komórki, rzecz jasna;P Po dość przebojowej, pierwszej trio-sesji, spontanicznie powstają trzy szalone połówki, które dostały także propozycję zostania trzema dziewicami;D A potem... hmmm... chyba był to 22 czerwca... brutalne zablokowanie przez bliską (wtedy) osobę, zero szans wytłumaczeń i ogólnie ciężkie chwile... Lipiec. Nasuwa się tylko jedno wydarzenie, sytuacja, 21 dni, bez których być może wszystko potoczyłoby się inaczej... Ja nie muszę mówić... Wy to wiecie... Straciłam także prywatność, pewne myśli, tajemnice. Bo straciłam Odrobinkę... Sierpień. Czas wielkich kłótni, próby zaczynania wszystkiego od nowa... Wieczorne spacery i niekończące się rozmowy. Lody śmietankowe z polewą i shake'i. Wielkie tycie:P Niezapomniana impreza "Miss Parowozów" z oblężeniem od wszystkich stron:P Wyjazd do Hiszpanii, szereg zabawnych sytuacji z tym związanych... I cudowne zakończenie wakacji, a mianowicie... wielkopolskie dożynki ahhh:D No i pierwszy spacerek na Przystań, miłe spotkanie:) I kolejne dożynki oraz zapoznanie sie z Jackassami i Niełeckimi Dziećmi :P Dziękuje i nie zapomnę. Wrzesień. Październik. Bo ja nic nie pamiętam... taka luka w głowie... Wiem, że było wielkie pojednanie z Donią, które chyba przejdzie do historii;) Za tym wydarzeniem idą także zepsute stosunki z Anią, sprzeczki itd... Pojawienie się problemów zdrowotnych i wielka walka o jeden kawałek czekolady między neurologiem, a dermatologiem. Listopad. Szczególnie utkwił mi w pamięci dzień dwudziesty drugi... Najpierw urocze pojednanie dwóch uparciuchów;) Potem: Terravita, Underworld, (niby) najprzystojniejszy chłopak z Wolsztyna i... oczywiście nasza bohaterka;D A miał być replay... ! :) Grudzień. Nagły przypływ emocji i pozytywnych wibracji... Niewinne flirciki, kilka kłótni z moim najdroższym panem eM... ;) Ale cóż, do tego tematu jeszcze powrócę, wierzcie mi:P Zielona koperta, to tak na pożegnanie. Bo nadzieję już dawno straciłam, właśnie dzięki Tobie. I oh, Mój drogi, wybacz mi, że nie oszczędziłam Ci wzroku i pisałam tym moim maczkiem, a tekst wyszedł na 9 stronic, ale przypomnij sobie czyja to wina i kto z nas dwojga zgrywa kogoś, kim nie jest. Kim nigdy nie był. Oczywiście, wyżyłam się. Bo ja tego potrzebowałam. Tak naprawdę to potrzebowałam zupełnie czegoś innego, ale tak jakoś wyszło że marzenia się nie spełniły. Bo nie miały prawa. Marzenia na zawsze pozostaną marzeniami, bo taka już ich rola. Ja zamykając ten rozdział, pogodziłam się z tym. Moje wszystkie sny, pragnienia i marzenia zamknęłam w zielonym długopisiku. Chyba im tam dobrze. Mi też jest dobrze. O wiele lepiej, niż przedtem. Coś mnie jeszcze boli, o tu- w środku, na myśl o Tobie... Nie wiem czemu... Bo to co mogłam nazwać wielkim, platonicznym uczuciem zrobiło !PYK!- i wygasło... Czy żałuję? Tak, żałuję. Tego, że w wieku dziewięciu lat wyszliśmy sobie naprzeciw. Miałeś swoich głupich przyjaciół Wiem, co mówili Ale oni mnie nie znają Nie znają nawet ciebie To wszystko Całe to gówno, które stworzyłeś Byłeś wszystkimi moimi myślami, myślałam, wiedziałam... Myślałam, że możemy być... I wszystkie wspomnienia, tak mi bliskie, bledną Przez cały ten czas, gdy udawałeś Tyle o moim szczęśliwym zakończeniu... To była miłość. Najprawdziwsza, najpiękniejsza, warta wielu poświęceń... Naprawdę. Miłość długa, sześcioletnia. Ale nieszczęśliwa i niespełniona. Miłość, którą wielu traktowało jak ciekawą powieść romantyczną, lub kolejny odcinek z serii "Nie do wiary"... Oglądalność spadła, uczucia też, emisja została zakończona, a rozdział zamknięty. Tak po prostu. A ona zrobiła wreszcie coś, na czym bardzo jej zależało. Napisała coś prosto z serca. A On miał na imię Łukasz... To już jest nieważne, może jeszcze kiedyś najdzie mnie ochota na oglądanie wspomnień. Ale chyba nie ma sensu. Więc będę się przed tym bronić i powstrzymywać. A jak wrócę, to dopiero za kilka lat... Jak już nawet nie będę Cię poznawała na ulicy... I wiem, obiecałam Ci, że będę kochać i czekać już zawsze... Widocznie to zawsze właśnie się skończyło. ![]() Żegnam. |
| Komentarze: |
| 25.01.2006 :: 15:48 :: 83.20.198.66 meg Bo ania zawsze ma rację moja droga ;D Pięknie to wszystko tutaj podsumowałaś, po prostu pięknie! Były chwile radości i smutku. Bardzo rożnorodny rok. Na pewno jest co wspominać. Nie wiem dlaczego, ale jak czytałam tą notkę to ciagle miałam banana na twarzy ;DTo zdjęcie-cudo! Milka! Mmm ;) Ale mi teraz apetytu narobiłaś. Jednym słowem bosko, bejbe! No i trzymam kciuki jeśli chodzi o twoją em em em ;D O Rejmonta rzecz jasna! I mam nadzieję, że będę mogła poczytać tutaj trochę o twym ostatnim powodzie do radości ;) Nadal nie mogę uwierzyć, że ten blondynkowy leń, ta rybeńka! Że napisałaś notkę ;D Jestem z Ciebie dumna i oby tak dalej!~ Pozdro :* |
| 25.01.2006 :: 14:53 :: 80.51.76.3 Donia;) Poprostu zamarłam. Nie wiem co napisać. To był naprawde ogroooomny skrót, bo gdyby się tak rozpisać to ohoho książka by z tego powstała. :) Ten rok rzeczywiście był cięzki, szczególnie dla Ciebie. Styczeń - troche zwariowany, miły ale krótki. Luty - bez wątpienia 14 - ego nie zapomnimy do końca zycia, mimo że raz, mimo że dawno. LORO...? Ja już nie znam tego pojęcia i nie chce znów poznawać. Zapomniałam choć było ciężko. Nigdy więcej. Przenigdy. Marzec - jego poczatek to zmartwienia, łzy, smutek... Ale za to końcówka z bardzo miłą niespodzianką balkonową :) Kwiecień - a pamiętasz lany poniedziałek? ;>:P Maj - pięknie, cudownie, wspaniale, nie zapomnę bo... kocham. Ale to już minęła i czy wróci? Mam wątpliwości... Czerwiec - nie szczególnie kojarze. Jedyne to moje urodziny. Było cool. Przynajmniej dla mnie. "Ważne" - jedna z najlepszych piosenek. O! Właśnie w tv leci! :D Lipiec - te 21 dni nawet miło wspominam ale jego skutki troche gorzej. Troche? Bardzo słabo powiedziane. Sierpień - kłótnie, nienawiść, żal. To była wielka próba. Próba , którą przetrwałyśmy. Naszczęście ;) Wrzesień i pażdziernik to samo. Przepraszam...:* Jednak pojednanie nastapiło ;) Listopad - nie zapominaj o andrzejkach :D To był miesiąc pełne niespodzianek. Troche więcej szczęścia w nim było. Wreeeeeszcie ;) Grudzień - zakończyłaś go z ogromna klasą. Myśle, że to był najlepszy moment na takie zakończenie. W końcu wolna! :D Gartuluje :) Teraz bierz sie tylko za tzw pana eM (pseud. Wieloryb :P)Pozdro Agatko - rybeńko Ty moja! :D Oby rok 2oo6 był taki jaki chcesz ;) Buziaczki :*:*:* |
| 24.01.2006 :: 23:11 :: 83.20.186.224 musza No cóż - 2005 wcale nie był taki zły. Mi się podobał ;) a czerwiec, lipiec, sierpień też było świetnie. ale ogólnie to mnie b. zaskakuje to że zrezygnowałaś z tej miłości, ale ak - może był już czas skoro nie widziałaś żadnej nadziei. Cóż - ja ostatnio nie jestemna bieżąco w Twoich sprawach - wybacz. Nie poatrafię powiedzieć więcej niż powodzenia w 2006. No i tylko tylko powiem. Buźka. |
| ownlog.com :: Wróć |