zaglądam:
aasiek
ann_mari
bliskoznaczna
blonde
dońka
gettoknowme
izabelka
jem-przeciez
kamyszek
lipsticklies
nutelka
nmc
noli-me-tangere
prattle
refleksja
sapphire
sleepwalker
tweedy
urse
uwierz




przeminęło:
2008
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień


Layout by Cassia for Layout4you :: Thanks for: Courtneybrooke

03.02.2008 :: 03:00
Tylko jak?

Siędzę tu sama i z alkoholem we krwi. Piję za ten dzień, życie, dwa uśmiechy. Za miłość i przyjaźń, bo mimo wszystko nie przestaję w nie wierzyć. Właśnie za to, że nie przestaję. Za optymizm i nadzieję, które od trzech dni w sobie trzymam. I najbliższy zielony poniedziałek.
Piję za ten jogurt w kubku i łyżeczkę, za to, że to byłam ja. Ja i nikt inny. I że miałam jeszcze taką szansę. Silny uscisk ręki, grupowe zwierzenia na fotelu zwierzeń. Za wszystko.

Bo cuda przecież się zdarzają. Niepełne, ale są. Są też wielkie pojednania, wzruszenia i poruszenia, chowane za włosami. Właściwie to były. I dobroć człowieka, przerastająca drugiego. Ale to nie było. To jest nadal.
Dziękuję za ten cud.

Znasz to uczucie?

Mówią, ze mam z tym skończyć. Że mam natychmiast przestać. Powtarzają, że nie warto. Wstać i iść dalej. Nie przejmować się. I koniecznie wyłączyć tę muzykę.
Ale przecież Winamp jak nie działał, tak nie działa nadal.

Co do eM... ucieszyło mnie to. Wiele spodziewanego było w tym niespodziewanym, ale i tak jestem zaskoczona. Pozytywnie zresztą. Bo prawie jak kiedyś. Przecież przez kilka miesięcy do tego dążyłam.
Ale to nic. Na krótko pewnie. Jak zwykle.

Od jakiegoś czasu dziwne sny, niekoniecznie zwane koszmarami. Dzięki nim zmieniłam plan dotyczący najbliższej przyszłości. I tego zamierzam się trzymać.
Ogólnie przytyłam. Mam białe gumki na zębach. Plus źle ściętą, prostą grzywkę, w której wygladam strasznie.
No i co z tego? ;D


Więc lepiej nie rzucać się pod wiatr
więc lepiej nie walczyć gdy tak żal
głęboko schować prawdę
uparcie do celu tylko iść
na innych nie patrzeć często zbyt
dla siebie zbierać gwiazdy

Tylko jak powoli nie zmieniać siebie w głaz
żyć tak prawdziwie aż do dna
tańczyć na deszczu gonić wiatr, wiatr
więc lepiej nie odkryć duszy już
nie pragnąć tak mocno do utraty tchu
samotnie kroczyć w blasku

Tylko jak?...



Coś od Patrycji M., co podtrzymuje. I już na zawsze będzie się wiązać z ostatnimi dniami, emocjami.

A w głowie szum. Dobrej nocy wszystkim w stanie zbliżonym do mojego.


Komentuj (22)


20.02.2008 :: 00:16
Nie ma prostych ścieżek

Najpiękniejsze ferie w moim życiu. Cudowni ludzie, atmosfera, te kolory. Zabawa z hipopotamem w chowanego, celny szympansowy traf marchewką w Dziadka. Legalne promile, nocne czatowanie z dwudziestoma sześcioma kontra cztery 'Laski Na Dywanie'. I ten śmiech do łez. Wieczorowe wypady do kina, w tym dwie wspaniałe komedie polskie, których reklamy znamy na pamięć. Do tego łyżwiarstwo figurowe na lodowisku, rodzinna kolejka wokół i pan w zielonej czapce. Mnóstwo biletów, tramwajowe wpadki i wypadki, rotundowy zawrót głowy. Spacer po tysiącu mostach. I 'tylko uważaj na obcokrajowców' razy siedem. Dobrze ciociuuuu. I ten wypadek w sklepie, latająca maślanka. A właściwie spływająca. Spływająca po mnie. Siła mojej siły, czyli wyrwanie kranu o 4 nad ranem. I postawienie wszystkich na nogi, zmagania się z wodospadem. Brak wody dnia następnego. Nie byłabym sobą, gdybym nie skupiała wokół siebie nieszczęść.
Oderwałam się od myśli, od problemów, wspomnień. Chwilowo. Bo im bliżej, tym szybciej powraca.
Ja też kiedyś powrócę. Tam. To jedno z moich sześciu domów na świecie.

Kolekcja kolorowych kulek, życie od uścisku do uścisku. I uśmiech. I łzy. I domysły, spekulacje. Nic więcej.
Reszta zatopiona po uszy w administracyjnym bagnie, ja płacząca nad zdjęciem. Zwykle walczę do końca i tak łatwo się nie poddaję. Tutaj też walczyłam, ale się nie udało. R. i A. pozostaje granulowana wołowina z marchwią i dwa metry kwadratowe. Chyba nie wiedzą co się dzieje, ale jak je widzę to mam wyrzuty. Bo tylko mnie mogą o to oskarżać, to przy mnie zarzucali pętlę. Która sama się zaciskała. Która tak naprawdę zaciska się nadal, choć dawno już jej nie ma.

Tak jak dawniej. Pozornie. Ale przecież my już nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Nie, nie, w ogóle nie obchodzi mnie to. A żółte koperty podobno oznaczają zdradę. Zdradę! O, taaak. Tylko, że w tym przypadku już nie adresata. Siebie.
I znów mi się śmiać chce.

Cukrzyca typu I. Niczym wyrok. Brak czekolady, kruchych ciastek, malinowego jogurtu, majonezu w sałatce. Insulina. I niesamowita senność.
Wolałabym umrzeć.

Komentuj (7)


23.02.2008 :: 21:03
Paciorkami łez...

Leżała na samym brzegu, w miejscu w którym kiedyś już się spotkałyśmy. Udawała, że śpi. Reszta, dobrze nam znana, nie musiała. Był przecież środek nocy. Ja nie zaliczałam się do reszty, chociaż - tak jak oni - należałam do przeszłości. Głośno zadzwonił telefon. Zerwała się, pochyliła nad plecakiem leżącym koło mnie. Była strasznie zmieszana, nerwowo rozglądała się wokół. Kiedy wzrok się spotkał, spojrzałam na nią chłodno, próbując zachować kamienną twarz. Bo tak trzeba, powinno się, należy. A ona zwyczajnie się uśmiechnęła i zaproponowała spacer.

Przez ostatnie 3 noce miałam bardziej realne sny od tego. Wręcz czekające na spełnienie. I wcale nie bez eM. Ale przecież ja bardzo mało spaceruję.

Żyję od kursu do kursu, od ośrodka do ośrodka. Mam sto pomysłów na życie, ale nie wiem, który jest tym właściwym. Im dalej tym więcej. Jednego dnia niesamowite pokłady zapału, drugiego - kompletne zero.
Babcia czyta ulotki, a ja mam pierwszy atak duszności w życiu. Spanikowana wyprowadza mnie na powietrze, w myślach błagam o oddech.
Wtedy.

A układ kresek na jabłku znam na pamięć. Nie wiem, czy nadal mam na to siłę. Wiem za to, gdzie i w jakim tempie rodzą się wątpliwości.
Że mój Dziadek jest niesamowicie wyrozumiały. A mnie w Urzędzie Miasta Zbąszyń (!) zaczynają fascynować 750-metrowe ścieżki rowerowe, które już niedługo pobiegną wzdłuż światłowodów. Ale wzdłuż. Żeby czasem nie na nich. Na wierzch idzie sprasowany grys. Który można za rok skropić i wyprasować na nowo. A nieczynne studnie, przeszkadzające w projekcie, po prostu zostaną zasypane.
Nie wiem, co się ze mną dzieje.


Paciorkami łez
odmawiam różaniec wspomnień
w kolorowych splotach
odnajduję okruchy człowieka
układami drobne szkiełka
w witraż życia
i tylko słońca brak
by rozbłysnął kolorami tęczy



Idę po słuchawki, maksymalną głośność i koc.
W wieku pięćdziesięciu lat będę głucha, tak wiem. Ale możliwe, że mnie już wtedy nie będzie.


Komentuj (5)


26.02.2008 :: 23:37
godz. 20:00 [*]



Żegnajcie przyjaciele
czasu tak niewiele
poświęciłem w życiu Wam...



Myślałam że chociaż raz jeszcze... że zdążę...
Już nie panuję nad łzami...

Komentuj (23)