05.11.2006 :: 02:31
Ocalić od zapomnienia
nie rzuca się kobiet
bo płaczą
w rogu wszechświata zwinięte
gwiazdom chłodnego blasku zazdroszczą
gwiazdy
za rozchwiane pociągają włosy
nie rzuca się kobiet
pożądaniem ścięte
jak lodem
usta cismą do brunatnego pnia
i nawet księżyc
może je zagarnąć
białą ręką z fosforem
tak powolne
w miłość czarną
owinięte szczelnie
cyprysem kwietniowym rosną
na grobie
20 dni. Niby niewiele. Może to kwestia przyzwyczajenia, może nadziei na coś lepszego, może wiara w to, że owy piętnasty był snem, z którego już dawno się wybudziłam, ale odzyskałam w sobie siłę. I żyję dalej. Nie dniem, nie chwilą. Po prostu żyję, bo być należy. Może dla innych, a może po prostu dla tego lepszego jutra, które rzekomo nadejdzie.
I nie płaczę. Może dlatego, że nie mam już czym, a może po prostu z tego powodu, że wydaje mi się, że to wszystko było jakimś moim chorym wymysłem. A wytworów wyobraźni przecież nie można opłakiwać.
No, chyba, że jest się mną.
Donia dziwnie ostatnio milczy i blokuje się, jeżeli chodzi o jej problemy. No, chyba, że ich nie ma. A może to ze mną jest coś nie tak? Może przez to wszystko stałam się cholerną egoistką, która nie potrafi już normalnie rozmawiać z ludźmi, słuchać ich, tylko opowiadać o swoich rozterkach?
Czy to w ogóle jest normalne, żeby kochać i jednocześnie być egoistką?
U mnie ostatnio wszystko jest możliwe. Ot, co.
I w tym miejscu pozdrawiam wszystkich tych, którzy kiedykolwiek na tym moim egoiźmie ucierpieli. Przede wszystkim Tą, która ma bzika na punkcie mojego pomponiastego szalu, sztruksowej torebki i najpiękniejsze jeansy w mieście ;D Dla Tej, dle której nie lada wyzwaniem jest oddanie skrzyni pewnemu Ktosiowi. No i dla Panny, która na gwałt szuka obiektu westchnień i znaleźć go nie może...;*
I dla Sapphire. Za to, że mnie rozumie mimo, iż nie zna, jest wytrwała w czytaniu rekordowych długościowo notek i w ogóle... za wszystko ;*
Dziękuję za Dzień Przedszkolaka. Za to, że nie wszystko tak do końca wypaliło. Za odwagę w drodze powrotnej. Krzyk, poświęcenie, Smurfy. Za sesję zdjęciową. Że cały dzień był pod hasłem koloru i uśmiechu ;)
Ogólnie misz-masz jesienny. Nienawidzę jesieni. Tu wszystko umiera, usycha, zasypia. I wcale nie chce rodzić się na nowo. Blokada postawiona szczęściu. Bo przecież nikt nie będzie się uśmiechał do szarego nieba i brunatnych liści.
Czy ktoś z Was wie, co robią nieszczęśliwie zakochani o tej porze? Jedzą bułkę, na której połówce leży żółty ser i kilka plastrów ogórka, a na drugiej - miód. I wcale nie przejmują się kaloriami. Słuchają piosenek Grechuty i zastanawiają się, jak ocalić od zapomnienia.
Czy człowiek pchnięty do samobójstwa, idzie do piekła?
Jeśli tak, czy to znaczy, że Ania spotka się jeszcze ze swymi pseudokumplami?
Czy wogóle istnieje inne piekło od tego, które ludzie sobie sami gotują tu, na ziemi?
Wstrząsnęło to mną. Ogromnie.
[*], bo na wszystko inne już za późno.
Mówiłeś, że jakby nam nie wyszło, to przecież i tak nadal możemy być przyjaciółmi. I co, jesteśmy?
Bo teoretycznie miało być inaczej. Nie?...
I dodam tylko, że powinnam już dawno spać.
Komentuj (13)
26.11.2006 :: 01:24
Odsuń się.
Wtedy, gdy na zrezygnowanie już zabraknie miejsca, pojawia się bunt w postaci tysiąca pytań. Już naprawdę mam dość tego echa, które obija się tylko o ściany koloru mojej nibynadziei i nic innego ze sobą nie potrafi zrobić. Odpowiada na pytanie tym samym pytaniem, a potem niknie. Chcę głosu. Tego, który skacze z jednego płatu na drugi, tu, w mojej głowie i jest jedynym dowodem na to, że to wszystko się działo. Twojego głosu, którego tak brak i za którego tak wiele bym dała.
Byłam chwilą.
Chwila może trwać, trwać, trwać i trwać. O ile się do niej w myślach wraca. A jak się nie wraca, to się ją zapomina. I wiesz, tak też się czuję. Zapomniana, stracona, wykorzystana niepotrzebna, rzucona w przysłowiowy kąt. Ty dobrze znasz to uczucie, a sam wywołujesz je u innych. Jesteś za nie odpowiedzialny, ale nie odpowiadasz. Nie masz przed kim, nie chce tego słuchać. Może to absurdalne, ale momentami rodzi się we mnie iskierka buntu, mam ochotę iść się wyżyć, wykrzyczeć, tak Cię za to nienawidzę. Ale to chwilami. Potem uczucie, którego opisać się nie da. Tego najbardziej nie lubię. Taka pustka, pretensje i znowu pytania.
I masz racje, miej mnie w dupie.
To nie mój problem.
Niech radzi sobie sama.
Silna jest.
A jest???
Pytam: JEST???
Pff. Ty naprawdę mnie nie znasz.
Skończ z tym albo zniknij. Wiem, czasami słowa nie są potrzebne. Ale ile można milczeć? Usuń z listy, zapomnij i mnie też przy okazji do tego nakłoń. Uprzedź, że już nigdy nie odpiszesz i będziesz środkował wszystkie opisy. Nigdy nie odnajdziesz w telefonicznych kontaktach mojego numeru i nie otworzysz tej zielonej koperty.
I jak tak siedzę oparta o ten gorący kaloryfer, piję herbatkę nibyszcześcia i myślę nad tym wszystkim, to żałuję. Przewidziałam sytuację z góry, cały czas wierząc w to, że może jednak tym razem się mylę i mając nadzieję na to, że robię dobrze. Tymczasem zaryzykowałam i straciłam coś, co było ważniejsze od tego, co mogłam mieć. Przyjaźń.
Dlaczego zawsze, gdy Cię tak bardzo potrzebuję, znikasz?
Gdyby nie ten zeszłoroczny grudzień i styczeń. Gdyby nie ja i to wszystko.
Są błędy, za które płaci się do końca życia.
Ty czekasz na werdykt. Wiesz, ja już na nic nie czekam, Odliczając moment, od którego w końcu zacznę uczyć się na własnych błędach.
Bo wiesz, to skończone zanim się zaczęło.
I nie chcę już kochać
nikogo. Nie chcę ryzykować, cieszyć się, zalewać radością i tracić. Nie chcę i już.
~
Bo czasami ma się cholernego pecha. I się nagle trafia do szpitala. Jedno wielkie zamieszanie, trzymanie w niepewności, badania, wizyty, dwie sąsiadki (z których tylko jedną dobrze wspominam), igły, kroplówki. Małe rozczarowanie, bo wśród tego wszystkiego zabrakło jednej wiadomości od
kogoś. Po kilku dniach wypis i masa zaległości w zeszytach i wiedzy. Przeszłam przez to, co w dużej części jest zasługą mojej Babci (;*). Dziękuję.
Ostatnią sobotę wspominam mając uśmiech na ustach. Bo są filmy, które wcale nie uczą, lecz wzruszają. Są wybory pochopne i nieprzemyślane i znajdujące swoje odzwierciedlenie w cieście i jego smakach. Są tablice, które z natury zielone, zmieniają swoją barwę na błękit. Bo są Osoby*, które potrafią sprawić, że przez chwile zapomina się o wszystkim.
;*
*Dobrze, że teraz już 4.
Wczoraj Zielona i Empik. Dwie kojące płyty, tak długo oczekiwane.
Dziękuję Dziadkowi za nie. I za to, że tak bardzo głośno włączył Brodkę, choć ona już nie koi - wywołuje łzy.
Zawsze będzie się z tym kojarzyć, no.
I ten zapach. Chodzi za mną, prześladuje mnie. Przypomina, przyprawia o przyjemne dreszcze i mniej przyjemne wspomnienia. Bo bolesne.
~
Jest tam, gdzie na dojście sms'a potrzeba godziny. Chciałabym pomóc, ale chyba jestem bezsilna. Mogę się modlić, trzymać kciuki, dodawać wiary i mieć nadzieję. Ale to chyba wciąż za mało.
Wytrzymaj, aż dorosnę.
Dziś zrobiłam pierwszego brzuszka od prawie dwóch lat ;D
weź lepiej nie rób brzuszków bo Ci się jeszcze belka złamie, cała Donia.
jeden cieszy sie brzuszkiem a drugi willą z basenem nie potrafi sie nacieszyć, cała Marta.
Totalnie bez Was nie potrafię żyć ;D ;*
I słyszałam jak ta czarnowłosa piękność w TV, między jednym programem, a drugim odradzała zakładanie na jakąkolwiek randkę żółto-zielonych rzeczy i gorąco namawiała na róż. Bo niby pobudza się coś, bez czego nie można i co wskazanym jest i normalnym.
Chyba powinnam być z siebie dumna, że bez jej beznadziejnych rad dałam sobie radę. A nie jestem.
Czy coś ze mną nie tak?
Ten, który wziął sobie urlop, niech wraca.
Chcieli być ale nie są
Jutro też nie będą
Nigdy już, napewno
Jestem Mefioholiczką.
Komentuj (3)