zaglądam:
aasiek
ann_mari
bliskoznaczna
blonde
dońka
gettoknowme
izabelka
jem-przeciez
kamyszek
lipsticklies
nutelka
nmc
noli-me-tangere
prattle
refleksja
sapphire
sleepwalker
tweedy
urse
uwierz
przeminęło:
2008
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
22.10.2006 :: 23:14
Gdzieś zgubiłam sens.
Zerwali. Ona zerwała. On zerwał. Ona.
13 września wróciłam tam, gdzie było moje miejsce już od kilku lat. Tam, gdzie Go poznałam, gdzie budowałam wszystkie swoje mury, burzyłam je, gdzie zaczynałam wszystko od nowa, potem niespodziewanie kończąc. Bo było i dobro, i zło, i szczęście i łzy.
Pierwsza koperta w prawym dolnym rogu od Doni. Drugą był eM. Trzeciej nie pamiętam. Wszystko co działo się po 20:42 już nie miało znaczenia.
Po dwóch dniach piątkowy spacer bez zobowiązań, w innym towarzystwie niż zwykle. eM, Swept back, plac zabaw, pamiętny bok wyspy i długa rozmowa o ostatnim, nie do końca wyjaśnionym.
I już nie odróżniam czerwieni od błękitu
parzystych od nieparzystych
szczerych od fałszywych
zaufania od przyzwyczajenia
miłości i przyjaźni
bo to jednym sie stało.
Potem straciłam panowanie nad biegiem wydarzeń, nie myślałam nad tym, co robię i robiłam to, co podpowiadało mi serce.
21 września nie zapomnę. Jedna pizza, z koperta imieninową w środku, która zmieniła wszystkie kolejne dni w czas niepewności, emocji i zrodziła nowe nadzieje. Moja Mama, robiąca za dostawcę, Jego reakcja, podziękowania i ten szok, z którego długo nie mógł się otrząsnąć. Mętlik, w którym miałam 70% udziału i ogólnie pomyślny bieg wydarzeń.
22 września następna niespodzianka, bo przecież ja lubię zaskakiwać. Bycie w dwóch miejscach na raz, przed kompem i na Jego schodach jednocześnie, fajne jest o ile sprawia komukolwiek radość. Mu sprawiło, a ja niesamowitą zostałam okrzyknięta. Niebieskie ściany wprost kocham, bo są to ściany eM i tylko z Nim będą mi się kojarzyć.
Mimo choroby i niepokojącego kaszlu, biegał po boisku, a nawet strzelił bramkę, po czym odprowadził mnie pod tabliczkę mojego miasta. Mnie, z niesamowitymi wyrzutami sumienia, wspaniałymi wspomnieniami i radością w sercu. A dalej czekała na mnie Donia. Nie byłam zawiedziona, o nie, bo ją również kocham, ale troszkę w inny sposób niż eM.
Raki są wspaniałe.
23 żałowałam, że mnie tam nie ma, 24 - wręcz przeciwnie. Do dziś traktuję to jako swój błąd i na myśl o tym przechodzą mnie ciarki i wraca trochę wyblakłe już wspomnienie tego dnia.
Wracając, zadawałam sobie tylko jedno pytanie: dlaczego te gwiazdy, które jeszcze wczoraj i dwa dni temu składały nam hołd i dopingowały na mojej drodze do celu, dziś, pomimo tego samego blasku, budzą uczucie smutku i pustki.
Uczucie trwało, a dni mijały.
A ja w ciągu tych dni przekreśliłam dosłownie wszystko i potraktowałam ten mały epizod jako niewybaczalny błąd.
W moim wykonaniu, oczywiście.
Następny tydzień, Dzień Chłopaka, ogólnie ściana. Nie złożyłam życzeń, bo uważam obchodzenie tego święta za głupstwo.
A tu nagle przypadkowe spotkanie, na jednej z ławek w drodze do mojego domu, bardzo krótka rozmowa, podziękowanie za nic, z uśmiechem na twarzy i cmokiem w główkę.
Ona, jej 'pfff' i ogólnie jeden wielki znak zapytania.
Nazajutrz ktoś, kto mnie do tego wszystkiego jeszcze bardziej zniechęcił, odebrał nadzieję i zachęcił do robienia czegoś, na co w sumie nie miałam ochoty.
Miesiąc minął. Na spacerach, długich rozmowach z Trzema (;*), niekiedy sprzeczkach na moście... Pizza na wynos razy kilka, sobotnie wieczory u Marty, łamanie zasad i masę bomb rumowych.
I pamiętajcie - jesteś tym, co jesz.
Ja nie zapomnę ;P
Piątek trzynastego przeszłam bezboleśnie, bez żadnych zadrapań ani większego pecha. eM wyjechał i zatęskniłam szybciej, niż się spodziewałam, bo już po powrocie ze szkoły. Miałam jakieś małe pretensje, skierowane do nieokreślonego adresata i wahania pomiędzy jednym, a drugim.
Sobota, w sumie już niedziela - kilka sms'ów, telefon. Luźna rozmowa, która potem okazała się troszkę stresującą, ale chyba najpiękniejszą telefoniczną w moim życiu. Bo tak jakby Cię kocham.
Potem szczęście, radość, wątpliwości, pisanina do chyba 2 w nocy.
Niedziela, 15 października, w sumie 68 sms'ów.
Wieczór nie zapowiadał się jakoś wyjątkowo. Po Jego przyjeździe planowaliśmy spotkanie, wyszliśmy sobie na przeciw, potem był spacer, w międzyczasie normalna rozmowa, nie wskazująca na nic więcej. Jakiś pająk nad moją głową, tym razem żółte ściany, Shibuya, TVN, "Fakty". Ten uśmiech. Te pytania, wiele pytań. Odpowiedzi brak, jakaś silna wewnętrzna blokada we mnie, strach w oczach i co jakiś czas przebłyski szczęścia albo zakłopotania na mojej twarzy.
Potem 99,9% i przekonywanie mnie o sensie tego, co było dla mnie na wyciągnięciu ręki.
Dalej już nic nie pamiętam, nie wiem, jak nagle znalazł się obok mnie, co i kiedy chciałam powiedzieć... po prostu wszystko straciło sens i liczyła się tylko ta chwila, o ile była ona prawdziwą.
Bo do dziś w nią nie mogę uwierzyć.
ten pocałunek
pachniał jak rozgryziona łodyga maku
czerwono posypał się z warg
zakwitł
w miękkim wgłębieniu dłoni
kiedy wspięłam się na palce
dzwonił
w dojrzałym polu
lecz wtedy
nie było już mnie
znikłam
w tym złotym pocałunku
Komórka dzwoniła. Ładnie pachniało. Serce obijało się o żebra i łopatki, tam i z powrotem. Straciłam poczucie czasu, kontrolę nad sobą i całą tą sytuacją. Potem mnie przytulił. A ja miałam łzy w oczach. Ze szczęścia.
Mogę wrócić do tego wszystkiego w każdej chwili. Odtworzyć dany moment z każdym najdrobniejszym szczegółem, bo to wszystko zakorzeniło się we mnie bardzo głęboko. Wracałam już tam z milion razy. I wrócę jeszcze drugie tyle.
Lubię Cię, wiesz?
I szliśmy te 7 km aż do mojego domu. Popatrzyłam na bezgwiezdne tym razem niebo i pomyślałam, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie i teraz będzie już tylko dobrze. Że nie ma siły, która mogłaby to zniszczyć. I było mi tak ciepło. I dobrze. I naprawdę nie chciałam wracać do moich zielonych ścian.
~
Szczęście ma to w sobie, że bywa krótkie.
Moje skrzydła posiadają zdolność do łatwego łamania się.
Oczy do wylewania hektolitrów łez.
Marzenia mają zdolność do przytłaczania mnie.
Wiara jest krótka, za krótka by ją urzeczywistnić.
Ja tylko nie zdążyłam się Tobą nacieszyć.
I zrealizować tego, co planowałam.
eM (17-10-2006 21:35)
Agatka...
agg (17-10-2006 21:36)
nic nie mów
agg (17-10-2006 21:36)
błagam
agg (17-10-2006 21:36)
nic
eM (17-10-2006 21:37)
przepraszam...
Rozumiem Cię. Wierzę w to, ze to nie jest ani moja, ani Twoja wina. Przynajmniej próbuję. Łudzę się, że będzie dobrze. Że to jest tylko sen, że zaraz się obudzę i powrócę między Twoje niebieskie ściany.
To tak cholernie boli.
Zaszliśmy tak daleko
Wzlecieliśmy tak wysoko
Teraz to niełatwe
Patrzeć jak to umiera
Pozwolić temu odejść
Nie pytać, dlaczego
Ale to już nie ma znaczenia
To tylko ból
To tylko boli
Leżę tylko na podłodze
Gdzie byłam wcześniej
I będę tu znowu
Mimo, że to boli, gdy cię tracę
To tylko ból
To nie mój styl
To nie mój zwyczaj
Widzieć przyszłość
W cieniach szarości
Mimo, że wciąż
Nie mogę się zmusić, by powiedzieć
Że ty już nie masz znaczenia
Czy powodem zerwania może być podejrzenie lub fakt, mówiący o tym, że się nie zasługuje na drugą osobę? Czy można sobie puścić wzajemnie ręce, z tego powodu, że druga osoba chce tego, gdyż uważa, że... jest beznadziejna? A jeżeli nie jest beznadziejna? Bo wiem, że nie jest. Nie może być. Przecież ja Cię, eM, kocham.
I tak, masz rację, nie powinieneś tego robić przez sms.
Bo ta znajomość już dawno przestała być wirtualną.
Nigdy nie zmienię wszystkich kolorów dla ciebie, pamiętasz?
Dziś chyba, mimo wszystko, byłabym do tego zdolna.
I chcę znów uwierzyć, że wszystko się może zdarzyć, choć wiem, że to już nierealne.
Czy wiara czyni cuda?
Inni przechodzą, nigdy się nie zatrzymują,
by poczuć tę magię w Twojej dłoni.
Dla mnie jesteś jak dzika róża
oni nigdy nie zrozumieją, dlaczego
Płakałam za Tobą
gdy niebo płakało po Tobie,
i gdy odszedłeś...
stałam się dryfującą bez nadziei.
Mimo, iż tak wiele się od Ciebie nauczyłam,
powinno to pozostać jedynie szeptem...
Przemierzę morze za innym światem,
z Twym skarbem, sekretem,
który został mi dany na przechowanie.
Za kilka lat może oni zapomną
o naszej miłości albo o tym, że się spotkaliśmy,
może nie będą mieli pojęcia,
jak wiele dla mnie znaczyłeś.
Losie, masz dla mnie jeszcze jakąś niespodziankę?
Komentuj (5)