02.10.2005 :: 02:10
W kolejce do szczęścia
Życie straciło smak i kolory. Resztkami sił próbuję poszukiwać ostatnich, rozpalonych czerwonych barw. Jakiegoś uczucia, gdzieś tam na dole, w głębi serca. Zieleni. Mojej ukochanej zieleni, w której pokładałam wszelkie nadzieje. Koniec. Taśma z kolorami z dnia na dzień się urwała i za nic w świecie nie mogę jej posklejać.
Sama w to nie wierzę, ale mamy już 2 października. Słońce przestało świecić. Temperatura zmizerniała. Musiałam zamknąć to okno. I co z tego że było otwarte od lipca? Pewne rozdziały w życiu trzeba zamknąć i już wiecej do nich nie powracać. Uznać, że zgubił nam się klucz i mieć świadomość, że i tak wciąż leży na dnie szuflady.
Większość przyjaźni nie urywa się, tylko więdnie.
Miałaś szansę. Od lipca. Albo przestałaś w nią wierzyć, albo poprostu Ci na tym wszystkim już tak nie zależy. A może nigdy nie zależało i tylko czekałaś na szansę, aby się z tego wszystkiego bezpowrotnie urwać, uwolnić?
Zakodowałam. Zrozumiałam. Zapamiętam.
Czwartek. Rozpedzona huśtawka nastrojów. Najpierw radość, godzinny taniec w chmurach. Potem same łzy, rozgoryczenie. Nauka i czterogodzinny sen. Katastrofa.
Nigdy nie wylewałam łez w takiej ilości. W dodatku przed kompem.
Mucha, dziękuję. Zjawiłaś się w samą porę.
Miłość.
Jestem kompletnie zbita z tropu.
Nie moge zrozumieć, jak ludzie, w dodatku tacy, którzy mi kiedyś bardzo pomogli i którym ja pomogłam, potrafią sprawić, że z minuty na minutę zostajesz przez nich samych upokorzona do takiego stopnia, iż nie masz siły nawet płakać.
Miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
Mogłam coś powiedzieć. Zadziałać. Zrobić. Ale wyssano ze mnie całą energię i trafiono w słaby punkt.
Przypomniano, kim mogłabym być, a kim jestem. Przypomniano o dawnych marzeiach, które już dawno poszły w zapomnienie.
"Gdybyś odszedł, odszedłabym z Tobą moja lepsza część. Co zrobiłam dobrego, to przez Ciebie. Jesteś moim dobrem, moja rosą, moim deszczem, Moim Przyjacielem.... Wczoraj, dzisiaj i jutro. Bez względu na to, co się z nami stanie..."
I jeszcze ten sen. Ten pokój, okno, On. Obudziłam się i miałam zatelefonować do Anki, bo właśnie to chciałam zrobić po tym wsztystkim co sie zdarzyło. A wydażyło się bardzo wiele.
I przypomniało mi się, że ja tylko śniłam.
Rozgoryczona stoję w tej kilkutysięcznokilometrowej kolejce do szczęścia. I wierzę, że choć jestem jedna z ostatnich, kiedyś dojdę do celu. Kiedyś stanę przed lustrem i wykrzyknę, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Choćby nawet to szczęścia miało krótko trwać. I wtedy wymażę z moich płyt wszystkie smętne piosenki na ponure dni i złamane serca.
Każdego poranka
dostajemy szansę na nowe życie
i od nas zależy, czy zaświeci słońce.
Pomimo chmur - walcz,
bo życie nie kończy się na kłopotach,
a słońce świeci ponad nimi.
Będę walczyć. Do końca.
Potrzebuję tylko trochę czasu na pozbieranie sił.
W głośnikach motyle Marii Carey.
A ja nadal Kocham.
Komentuj (3)
13.10.2005 :: 22:46
Uśmiech zakazany
Przez chwilę miałam wrażenie, że kolejka w stronę słońca posunęła się do przodu. Ale tylko przez chwilę, bo tak naprawdę z dnia na dzień zaczynało być coraz gorzej. Nie moge powiedzieć, że zostałam piątym kołem u wozu, naprawde nie mogę. Ale od jakiegoś czasu mam uczucie, że naprawdę jestem zbędna, tylko co niektórym przeszkadzam i tak naprawdę to, że tu nadal siedzę, wpatrujac się w różowe niebo, to jakaś pomyłka.
Pogodziłam sie z Donią. Byłam naprawdę szczęśliwa, po raz pierwszy od 2 miesięcy tak szczerze uśmiechnięta. Jednak pewnym osobom to najzwyklej w świecie przeszkadzało, bo przecież jak ktoś jest szczęśliwy, to od razu musi stać sie złym, dwulicowym, niepotrzebnym nikomu egoistą. Bo ludzie dzisiaj potrzebują tylko takich, z którymi mogą sobie poobjeżdżać innych, lub, zupełnie niepotrzebnie, wylać łzy.
Myślę, że byłam w porzadku wobec tych, co na to zasłużyli.
A jeśli nie to chociaż zasłużyli na prawdę lub przeprosiny.
Naprawdę zrozumieć mi trudno, jak ktoś, nie znający dokładnie sprawy i moich uczuć, może się o mnie w taki sposób wypowiadać. Jak może oceniać sytuacje po pozorach i ciagnąć swój zupełnie sztuczny i niepotrzebny żal... za nic.
I wiedz, że nie jestem słaba w gębie, jednak nie zniżę się do twojego poziomu i nie będę wyciągać konsekwencji, bezpodstawnie obrażać i mścić się o byle gówno.
Nie życzę sobie również nieprzyjemnych wiadomości i odzewów w tak oburzający sposób jak to dana osoba robi. Nie uznaję rozmów o takiej tematyce na gg bo to zwykłe trzęsienie portkami przed normalną rozmową w realu.
~
Niebo już nie jest różowe. Jest wręcz szare. I odzwierciedla moje myśli, które w tej chwili, wylane w ramię kogoś bliskiego stworzyłyby jedną, wielką błotną kałużę.
Długi weekend, jedni na przedstawieniu albo klęczący z różańcem w dłoniach, dródzy przed nowo zakupionym kompem, lub ci wypatrujący mnie w mieście i jeszcze inni, kulejący na jedną noge, bezsilnie usiłujący dotrzeć do wyznaczonego sobie celu.
I naprawde, naprawdę chciałabym Ci pomóc. Przcież Ty tak jak ja- jesteś samotny...
I tak jak ja, z dnia na dzień tracisz nadzieję...
Pragnę Ci pomóc, tak bardzo, bardzo pragnę.
Poproś wzrokiem, drganiem ust... może usłyszę.
Daj jakiś znak, a nadejdę...
... z pomocą....
Komentuj (1)
14.10.2005 :: 22:25
Nie zapomnę nigdy.
Mówisz, że nie chcesz rozmawiać, a mimo to nadal pierwsza zaczynasz.
Nadal bezsensownie się tłumaczysz, dlaczego nie chcesz spojrzeć mi w twarz, choć dobrze wiesz, że podany przez ciebie argument nie jest prawdą i tak naprawdę musi istnieć inny, o którym obie dobrze wiemy.
Nazwałam cię egoistką. Tak, masz rację. W tym jednym, jedynym przypadku masz rację. Zapominasz jednak o dość istotnej rzeczy- to ty pierwsza mnie tak nazwałaś, zupełnie bezpodstawnie, po czym sama siebie również oskarżyłaś o egoizm. Więc w czym tkwi twój problem?
Pragnę, również ci przypomnieć, że to nie ja zaczęłam i nie z mojej winy, lecz twojej. Przez te pięć dni nie powiedziałam nic aż tak obraźliwego, żebym zasłużyłam na takie traktowanie jak dotychczas.
I nadal nie rozumiem za co chcesz się mścić oraz uważam że twoje chore urojenia są bezsensu.
~
Ktoś mnie lubi. Uważa, że jestem ładna. Myśli, że spoko ze mnie laska. Chce buziaka. Pragnie iść ze mną na piwo. Czuje coś do mnie.
Tylko w tym problem, że ja nie jestem ładna. Mam dziwny kolor włosów, nieokreślone oczy, mało kształtną twarz, odstające uszy chropowatą cerę, za wąskie usta, cienkie i krótkie rzęsy, dziwny nos, zbyt krótką szyję, szeroką w talię, ramiona, zbyt prosty kręgosłup i długą bliznę, grube palce, dziwny kształt paznokci, szerokie biodra, krótkie nogi, grube uda, krzywe łydki...
Ktoś taki jak ja z pewnością nie może być ładny.
I nie jestem spoko, nie wobec wszystkich, o, na pewno nie.
Nie umiem się całować i mnie to obrzydza.
Nie pije piwa i nawet nie mam zamiaru tego robić w najbliższym czasie.
Nie czuję tego czegoś do tego kogoś.
~
Przede mną zdjęcie. Piękne zdjęcie. Jak na zamówienie. Marzyłam o takim. Szkoda tyko, że otrzymałam je nie od tego kogoś, od kogo powinnam. Szkoda, że, tak jak 10 miesięcy temu, nie mogę odpisać w sms'ie do Tego Kogoś na pytanie: 'co robisz?'- 'To co zwykle ale w maksymalnym powiększeniu'.
Nie rozumiecie, wiem.
Roztrzęsiona. Ten samochód naprawdę mógł nie zwalniać. Kto wiem, może teraz wspominałabym jak do mnie podbiegł jak krzyczał, jak wyczerpana mówiłam.
Ale nie.
Musiał zwolnić.
Swoja drogą, następnym razem musze bardziej uważać i, nawet jak Go niespodziewanie zobaczę, nie tracić zmysłów.
Pragnę Cię przeprosić. Pragnę, po raz setny wyznać to co czuję. Tym razem nie ze spokojem w sercu i uśmiechem na twarzy, lecz z nieposkromionym żalem i łzami w oczach. Nie żalem do Ciebie, lecz do losu. Do przeznaczenia, którego w tym przypadku nie można nazwać przeznaczeniem. Chyba, że w nieco inną stronę.
Przepraszam
za to, że po dzień dzisiejszy Cię okłamuję.
Za różową reklamówkę z Orsaya,
kilka niewinnych kopniaków w kostkę,
i tego, po którym obolały chodziłeś przez tydzień.
Za nieszczere wyznanie na drzewie,
nieodgarnięty śnieg przed mym domem,
niezdecydowanie co do Sylwestra,
za to, że nie umiałam śpiewać,
nieznajomość hymnu drużyn piłkarskich,
tego, kto z kim i kiedy gra,
zero rozgrywek Pokemonów,
mało wytrzymałe lotki na dachach,
mojego kota, którego już nie ma.
Przepraszam
za niedostarczoną walentynkę,
Twoje uszka od roweru,
nie do końca przemyślane słowa,
63 strzałki przed i 3 po,
Dominikę i jej buta,
nieznajomość reguł gry,
za to, że tak naprawdę zapomniałam o kciukach,
słaby refleks i brak plastrów,
czerwona bluzkę na naramkach,
wszystkie dzwonki do drzwi.
Przepraszam
za to, że zawsze chowałam się za choinkami,
za Tytanica i Twoje zmieszanie,
blady uśmiech w kościele,
głupie pytania,
nieśmiałość wobec Ciebie,
za brak drobnych,
przedziałek na bok i za dużo fluidu,
przechadzkę po parku,
za to, że wolno jeżdżę na rowerze,
Kasię.
Przepraszam
za śpiewy i krzyki pod oknem,
złość Eweliny,
rozpuszczoną czekoladę,
Issaca Newtona,
kółeczka pod domem,
sms'owe gwiazdy na niebie,
kartę w czerwonej kopercie,
że nie potrafiłam zrozumieć, pojąć...
Ale najbardziej za... mą miłość do Ciebie.
Komentuj (2)
22.10.2005 :: 13:17
...
[...] Jeszcze widziała {brzoskwinowy dom} gdzie pewnie teraz szczęśliwy przebywał jej chłopak. Tysiące myśli przechodziły jej przez głowę. Myślała o przyjaciółkach, rodzicach... tak ... ale właśnie od nich chciała iść. Była tam tylko jedna droga. Wstała... stanęła na krawędzi. Cofnęła się o dziewięć kroków w tył. Stanęła w miejscu. "To za niesprawiedliwość na świecie" - krzyknęła i zrobiła pierwszy krok. "To za głód i choroby." - powiedziała robiąc jeszcze jeden krok w przód. "To za wojny." - zrobiła trzeci krok. "To za ból i cierpienie." - krzyknęła robiąc następne dwa kroki. "To za bezdomnych." - posunęła się w przód. "To za wszystkie zabite dzieci." - powiedziała robiąc siódmy krok. "To za wszystkie biedne psy żyjące na ulicach." - szepnęła... i robiąc ósmy krok zaczęła płakać. "To za to że {moi rodzice już nigdy nie będą razem}" - przez łkanie dochodził jej głos. Stała już na krawędzi... popatrzyła w dół. Wiedziała dobrze co robi. Nie chciała dłużej się męczyć. Wychyliła jedną nogę za krawędź. Popatrzyła na potężnego trapera ledwo co widocznego spod szerokich spodni. Pomyślała o swoim chłopaku "To za Ciebie... i za naszą miłość." - szepnęła...
Komentuj (3)
28.10.2005 :: 19:17
Na minusie
Jednym machnięciem ręki ścieram z ust pozostałości po perłowym błyszczyku. Wraz z nim kilka kropeczek po czarnym tuszu i mój malowany, całodniowy uśmiech. Zamiera on w przeciągu jednej sekundy i znika gdzieś za zakrętem.
A ja cały piątkowy wieczór spędzam całkiem sama, nie mając nawet do kogo ust otworzyć lub powduszać kilka przycisków na klawiaturze.
I właśnie chyba na to sobie zasłużyłam.
Taa... Bo ja umiem zawsze perfidnie wszystko zniszczyć, jak nikt. Jednym pstryknięciem palców mogę sprawić, że każda sprawa nabierze trochę innego obrotu. Zupełnie jak wróżka. Pamiętam, jak byłam mała, zawsze chciałam być taką wróżką. Dziś chętnie się wycofam z tej roli. O ile już nie jest za późno.
Czasami naprawdę przydałaby mi się kłódka tłumiąca wszystkie słowa i uczucia.
Bo dla nich tak naprawdę nawet zwykłe, uniwersalne 'przepraszam' to za mało.
Ja naprawdę nie potrafię zapomnieć. Wszystko wraca. Nawet wtedy, kiedy wydaje mi się że w pełni cieszę się życiem. Kiedy biegnę wśród jesiennych, złoto-czerwonych liści i czuję, że żyję. Gdy okazjonalnie oddycham tym niepowtarzalnym jesienno-wiosennym powietrzem. Kiedy schylam się, zbieram żołędzie całymi garściami i robię wiele innych rzeczy, na które nie mogłam sobie pozwolić pół roku temu.
Ale uśmiech znika, kiedy przypominam sobie, ile wtedy mogłam na inny sposób.
A teraz juz nie mogę.
Oczopląs. Taa. Świetna jestem. Moje zdrowie jeszcze bardziej. Nawalam. I z zewnątrz, i wewnątrz.
I już tak naprawdę siły na to wszystko nie mam.
Tato, ja już naprawdę nie wiem jak mam cię nazywać.
- Pamiętaj, na jutrzejszy polski mamy napisać analogie z Dzienników i Syzyfowych Prac
- Co?! Ty chyba żartujesz!
- Nie, mówię całkiem poważnie.
- No dobra. To narazie.
- Pa
- (kompletnie zrezygnowana, zaćmiona, wchodząc już na jezdnię, drąc się w niebogłosy) Niech mnie teraz jakiś samochód przejedzie!
- Raczej nie ma szans. Jak widzisz, pusto ;)
- (już po przejściu, i zrobieniu kilku kroków, robiąc dziwny obrót w lewo) Eeee... A co to są te analogie?
- Eh, *, podobieństwa! (z lekkim uśmiechem i zaskoczeniem na niepowtarzalny refleks panny *)
- (*, odwracając się na pięcie do tyłu) Aha.
Po czym poszła w stronę swego domu, nie zwracając uwagi na to, co się wokół niej dzieje, kompletnie zaślepiona własnymi myślami.
A ja, z uśmiechem cisnącym mi się na usta i jakąś taką dziwną nutką radości w sercu skręciłam w najbliższą uliczkę.
W różowej sukience już mnie nie zobaczycie.
Afrodyto, żegnaj.
Komentuj (1)
30.10.2005 :: 16:19
Bez zobowiązań
Pamiętam ten dzień dokładnie. Na długo pozostanie mi w pamięci, kto wie czy nie na zawsze.
Obudziłam się pewnie najzwyczajniej w świecie przed godziną 7, jak to robię każdego czwartku, nieświadoma niczego, nieświadoma tego jak bardzo ten dzień może wpłynąć na moje dalsze życie.
Dokładnie rok temu zaczęłam Jego poszukiwania, potrzebowałam rozmowy, ale tego kontaktu wciąż brakowało na mojej liście.
Zaczęłam. O jeden dzień za późno.
Bez wybaczenia.
Jeżeli umrę, to z miłości albo od uderzenia się w głowę o parapet przy podłączaniu głośników.
I tylko Mefiu przyjdzie na mój pogrzeb.
Przynajmniej tylko on jeden się zadeklarował.
A ja mu za to kiedyś podziękuję, ale na to, żebym została jego aniołem raczej nie może liczyć. To obiecałam już komuś innemu.
Zawsze możesz do mnie przyjść. Wcisnąć dzwonek do drzwi jest bardzo łatwo i raczej go usłyszę, bo choć ostatnio coś nie tak z moją głową, słuch mam dobry. Usiądziemy w moim zielonym, pełnym nadziei pokoju, na fotelikach, które już i tak za bardzo mi porysały panele, ale to nic. Gdybyś zauważył, że drażni cię coś w nosie przez ten kurz, możesz mi wprost o tym powiedzieć, a ja z miejsca pobiegnę po miętowe chusteczki do nosa i na kolanach ci je wręczę. Zostawię Cię na chwilę z Twoim kłopotem samego i pójdę zaparzyć herbatę i wyjąć z szuflady orzechową Milkę, którą dla Ciebie od kilku miesięcy kamufluję. Uwierz, że gdy wrócę, nie zdziwię się wcale jeśli będziesz siedział na podłodze i przesłuchiwał mojej niedawno nagranej płyty z hip hopem. Zrozumiem, że bez muzyki nie możesz się obejść i że te fotele nie są wcale takie wygodne, na jakie wyglądają. Usiądę przy Tobie bez słowa. Naprawdę. Bo czasami są takie chwile, kiedy mam ochotę na milczenie i wiem, że Ty też czasami tak masz. Nasze milczenie może trwać tak długo, dopóki nie zjemy tej wielgachnej Milki, czyli do wieczora. Wtedy zapalę moją lampkę- księżyc, nie po to, żeby zrobić romantyczny nastrój, lecz po to, abym mogła Ci się dokładnie przyjrzeć po tylu miesiącach. Mam nadzieję, że nareszcie wypowiesz choć jedno słowo, które dla mnie będzie miało wagę tony złota. Będziesz mógł mi się wyżalić, wykrzyczeć wypłakać, a ja obiecuję, że zrozumiem. Potem powiem Ci co mnie męczy, dręczy i jak to było naprawdę. Bo tego nawet nie wie Twój najbliższy przyjaciel. Jeżeli uwierzysz, będę w stanie mu przebaczyć to wszystko. Tobie nie mam czego, bo kocham Cię tak bardzo, że o jakimkolwiek żalu czy wściekłości nie można mówić. Obiecuję, że będę szczera aż do bólu, ale Ty także musisz mi to obiecać. Po poważnej rozmowie, mam nadzieję, przyjdzie czas na miłe wspomnienia i nareszcie ujrzę na Twej twarzy ten stary, piękny uśmiech, który śni mi się już od kilku lat. Kiedy skończymy, pewnie będzie już noc i płatki śniegu będą niczym magnes przyciągane do Ziemi. Wtedy pożyczę Ci mój kraciasty parasol i odprowadzę Cię do drzwi. Podziękujemy sobie nawzajem za wszystko. Gdy już będziesz szedł deptakiem w świetle tych starych, okrągłych, często nieświecących już lamp, pomacham Ci przez okno. I ty zrobisz to samo.
I właśnie w taki sposób rozstaniemy się na zawsze.
Zaraz wracam.
Do rzeczywistości.
Komentuj (2)