zaglądam:
aasiek
ann_mari
bliskoznaczna
blonde
dońka
gettoknowme
izabelka
jem-przeciez
kamyszek
lipsticklies
nutelka
nmc
noli-me-tangere
prattle
refleksja
sapphire
sleepwalker
tweedy
urse
uwierz
przeminęło:
2008
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
07.01.2008 :: 04:28
Szczęśliwe zakończenie odeszło na zawsze...
Czekałam na cud. Przez chwilę tkwiłam w dość nietypowej klasie. Poznałam masę niesamowitych ludzi, z czego połowę już znałam wcześniej, tyle że nie z tak złej strony. Zrezygnowałam z liceum. Przekonałam się, że na rodzinę zawsze mogę liczyć. Przez moment żyłam w przekonaniu, że straciłam nie jedną, a trzy bliskie osoby. I że nie będę mogła zliczyć tych prawdziwych nawet na palcach jednej ręki. Kłóciłam się, kłócono się ze mną. Próbowałam wygrać miłość z przeszłości, dla samego faktu zwycięstwa. Bezskutecznie. Wyrzuciłam w teren bagienny jakąś setkę, z powodu niejakiego tdu. Bawiłam się w potworki. Kilka razy miałam ochotę się skończyć. Przeszłam przez jedną fioletową i resztę papierowych wizyt. Leczyłam się, wcale się nie lecząc. Włosy mi urosły. I ja urosłam. Tyle, że bardziej wszerz. Zaliczyłam pierwsze o piątej nad ranem na własnym balkonie. Byłam totalnie niegrzeczna i psułam się z miesiąca na miesiąc. Popełniłam masę błędów, z tym listopadowym na czele. Żałowałam i żałowałabym do dziś, ale to wszystko pozostawiłam w tyle.
I naprawdę już nigdy więcej nie mam zamiaru do tego wracać.
D w u t y s i ę c z n y ó s m y? Kolejny etap, choć życie to samo. Ale bez siódemki. Dlatego wiem, że lepszy będzie. Musi!
A Sylwester przecudny. Bo z Wami! ;*
Postanowienia: mimo, że leniwe osiem miesięcy przede mną, nie będę stała w miejscu, ale pójdę do przodu. Zrobię wszystko, żeby się dostać do tego plastyka. No i znajdziecie mnie tu częściej ;)
~
Niewypowiedziane myśli. Po raz kolejny i ostatni. Urwanie toku słów, tego wszystkiego, co nigdy dotąd nie dane mi było wypowiedzieć. Życie? A przecież ono, drogi eM jest snem. A jeśli jest snem, to powinno dawać mi takie pole manewru, jakie gwarantuje mi moja wyobraźnia.
Czekanie na telefon i odpowiedź było niesamowitą traumą, utrzymującą się przez całe pięć dni. Bezsenną, budzącą się, zapominającą. Cięższą o ładowarkę w kieszeni i prąd Marty i Doni.
A mnie zastanawia, czy to, co zrobiłam, to już za dużo czy wciąż jeszcze za mało. Bo są pewne granice, których się nie przekracza. Podobno.
Ja chyba właśnie na jednej z nich stoję.
Bez paszportu i dowodu. Z sumieniem w kieszeni. I rozgoryczonym strażnikiem, który nie wie co ze mną i ze sobą zrobić.
Strażniku, nie przepuszczaj. Powiedz, że muszę być cierpliwa. Że warto właśnie taką być. Że mam schować to sumienie głęboko w buty. I czekać na tej granicy z saszetkami herbaty earl-grey i ośmioma serkami homogenizowanymi. Przespać. Obudzić się w sierpniu.
To jest sposób, w który mnie porzuciłeś
Nie udaję
Bez nadzieji, miłości, chwały
Bez szczęśliwego zakończenia
To jest sposób, w jaki kochamy
Jeśli na zawsze
To porzuconą resztą naszego życia
Ale nie razem
Budzę się rano
Potykam się o moje życie
Nie mogę dostać miłości bez ofiary
Cokolwiek by się nie wydarzyło
Sądzę, że dobrze Ci życzę
Mam mały kawałek niebios
Z małym kawałkiem piekła
To jest najtrudniejsza opowieść, którą kiedykolwiek opowiedziałam
Bez nadzieji, miłości, chwały
Szczęśliwe zakończenie odeszło na zawsze
Czuję się jakbym była niepotrzebna
I jestem niepotrzebna każdego dnia
Trzecia nad ranem
Coś mi nie daje spokoju
Nie mogę zasnąć
Ciągle chodząc w kółko
Jeżeli będę udawała, że nic nigdy nie poszło źle
Może mi się to przyśni
Może zacznę myśleć
Że po prostu tego nigdy nie było
Że jestem w stanie to znieść
eM, to był Twój ruch. Spierdoliłeś go na całej linii.
Komentuj (0)