16.01.2007 :: 00:37
Los dał, los wziął, mnie wspiął, bym upadł...
Ta kropeczka z poprzedniej została postawiona z braku czasu, odwagi, uporządkowania myśli i może nutki lenistwa. Żebyście wiedzieli, że żyję.
Były Święta, ale zanim zdążyłam je poczuć - minęły. Co za tym idzie prezenty, wspaniałe i bardzo trafione zresztą. Największe wrażenie wywarła najmniejsza paczuszka z naprawioną (już?) komórką, michu w zielonych ogrodniczkach i różowa kokarda z kartką (i zdjęciątkiem) w środku ;) Dziękuję ;*
Był Sylwester, początkowo trochę smętny, przez wyciągnięte siły przy sprzątaniu. Przed dziesiątą, ostatni sms do eM w dwutysięcznymszóstym, być może też ogółem. Dopiero po 24-tej impreza rozkręciła się do niezłych rozmiarów, także jeżeli chodzi o ilość bawiących się osób. Szampan i cza-cza zrobiły swoje, w moim (a właściwie Doni) wykonaniu gg także. I humor nagle powrócił.
Było świetnie, jesteście wspaniali! ;*
2oo6? Szczęśliwym był. Momentami. Dużo uczuć, wahań, zahamowań, spontanów, łez i uśmiechu. Dużo wspomnień po każdym z miesięcy. Te najpiękniejsze utkwione gdzieś w pamięci, zabiorę ze sobą do tego Nowego. I będę do nich wracała tak często, jak tylko na horyzoncie pojawią się jakieś przeciwności, czy chociaż dobrze poznane i zakorzenione już daty. Bo ten gorszym będzie, wiem.
Dziękuję Ci, Panie Boże,
za wszystko, co mi dałeś,
dziękuję Ci za wszystko, co mi zabrałeś
i dziękuję za wszystko, czego mi oszczędziłeś.
I mamy zimę, niezauważalną momentami, wiecie? Bo ja już zaczynam wątpić, czy ona w ogóle istnieje.
Wczoraj WOŚP, na której z identyfikatorem na szyi, puszką w ręku i moimi Laskami przy boku spełniałam swoje dziecięce marzenie, przy okazji robiąc coś dobrego dla ludzkości ;D A dziś szumi nam w uszach, drętwieje w nogach i mruży w oczach.
Spontaniczna fotka, wszystkie te słodkie dzieci skaczące z radości na widok czerwonych serduszek, uśmiechy tych ludzi, ten wiatr, to wszystko będzie mi się śniło po nocach. Ale baaaardzo pozytywnie.
Dla trzystu osiemdziesięciu dziewięciu złotych dla dzieciaków warto było, nie? ;D ;)
~
Wy nie wiecie jak to jest, gdy przechodzi na drugą stronę. Gdy udaje że Cię nie zna. Gdy od niechcenia pocichutku wydusza z siebie "siema". Gdy czujesz na sobie 6 pchnięć niewidzialnym nożem, mówiących, że znać Cię nie chce, że jesteś nikim, że w tym wszystkim jest tylko Twoja wina.
I gdy znów tak cholernie boli.
Nie znajdę Cię już, dokąd mogłeś pójść?
Nie powiem Ci znów, jak bardzo nie ma Cię tu
Nie mieliśmy szans, to nie mogło trwać .
Nie miało być nas, nikt nie lubi, gdy kończy się tak
Znów stoję tu i czekam
Widzę Cię z daleka
Tak zwyczajnie mijasz mnie
Jestem taka obca
Kiedyś mnie nie poznasz
Wiem już, że skończyło się...
A ona sie całowała, a ona się całowała!
Mamo, wiesz?!
Piętnasty. Dziś gwiazdy się zbuntowały, a Wielki Wóz przewrócił. Zawsze jak wracałam od eM, i jak wracałam też wtedy, patrzyłam w stronę gwiazd, bo tylko tam było jasno. Tylko, że wtedy Wielki Wóz stał prosto. A ja byłam taka szczęśliwa.
Boże, jak to było dawno...
Czy możesz mi powiedzieć jak to było?
Czy straciliśmy naszą szansę?
Czy zmieniliśmy nasze nadzieje w obawy
I marzenia w plany?
Czy możesz mi powiedzieć jak to było
Kiedy naprawdę nam zależało?
I gdy miłość była po naszej stronie
Po naszej stronie...
Nie ma , było, nie będzie.
Jutro Poznań. P O Z N A Ń.
Doniu, przepraszam. I mocno trzymam kciuki ;*
Komentuj (2)
21.01.2007 :: 00:42
Czasem za dużo czasu...
Wbiłam się w kaloryfer. Ten przy największej sofie w pokoju. Dom był zupełnie pusty. Miałam pójść do szkoły, ale w stanie nie byłam, więc usiłowałam wkuć zaległy materiał z historii. Skończyło się jednak na tym że wybuchnęłam płaczem tak potwornym, jakiego jeszcze u siebie nigdy nie słyszałam. W ręku błękitnawa komórka, nie moja zresztą, w uszach - całkiem przypadkowo -
Mogliśmy,
Młode wilki III i
My immortal, czyli to, co miałam w zasięgu ręki. O tym co umarło i nie ma prawa wrócić. I obijały się te wszystkie moje łzy, jedna za drugą, ich echo niosło od ściany do ściany, a ja czułam się nikim. Kompletnym zerem, przegranym i niechcianym.
Bo wszystko, to co miałam - wszystkie złote światełka w środku, całe to szczęście i uśmiech, i słońce - w jednej chwili wygasło.
Dziś, trzy miesiące po, potrafię się uśmiechać i żyć normalnie. Mówić przez zaciśnięte zęby i śmiać się z tego. W krew weszła mi już ta rutyna, czekanie na cud, przebłyski szczęścia
i wspomnienia, do których wracanie boli.
Nie płaczę. Wcale. Mimo tego, że już mnie nie ma w Twoich planach. Po prostu wiem, że łzy niczego mi nie zwrócą.
Nie słucham piosenek spod kaloryfera, ani tych sprzed kompa i znad czytanego sms'a. Czasem tylko same wejdą mi w ucho, nie pytając się uprzednio o pozwolenie.
Przyzwyczajam się.
Dzieli nas zaledwie tych kilka domów
Tę parę ulic, wzdłuż i wszerz
Nie mogę cię zatrzymać
Nie mogę cię dogonić
Nawet nie wiem czy wiesz
Nasze życie to dym
Ucieka nam między palcami
Ty i ja to trójkąty o czterech bokach
Ty i ja to ognie świecy
Gasnące nam w mgnieniu oka
Nas nie ma.
Nas nawet nigdy nie było.
Z Poznania zrezygnowałam. Trudno określić, dlaczego. Może tak naprawdę chciałam coś zobaczyć, żeby choć na chwilę wróciło. Tak tylko żeby pomartwić się czymś innym od tego, czym na co dzień się martwię. Może, by choć na chwilę zetknąć się wzrokiem.
Teraz pytam:
PO CO?
Miejsce miałyśmy idealne, nie skomentuję tego.
Zielony kolor lubię, ale wolę zwykłą posadzkę.
Marty kurtka jest zbyt mała, a potem nieprzyjemnie pachnie.
Moje włosy lubią warkoczyki, nawet takie z 3 włosów.
Pierwszego dnia turnieju bolą kciuki, drugiego aż głowa.
Do dziś nie wiem, po kim ta pamiątka na prawej ręce.
B. się stacza, a ja się tylko obrażać umiem.
Jak to jest mieć natręta za plecami, tylko Donia wie.
A resztę nawet miło wspominam.
Najpierw było zaproszenie do Poznania, potem kilka przeszkód do pokonania, ale tym razem postawiłyśmy na swoim. Nie dały nam rady sprzeciwy rodziców, niepodbite legitymacje, ortodonta i zła godzina odjazdu pociągu.
W kinie rezygnacja, bo mimo ośmiu panów przy boku, nie miałyśmy odwagi na prześledzenie akcji w "Pile 3".
W zamian poszłyśmy swoimi ścieżkami, od sklepu do sklepu, zahaczając o poważną kawiarnię i mniej poważne spaghetti. Wspólny koncert w toalecie zapamiętam na zawsze. Konkurencja pt. "Kto głośniej" do dziś nie została rozstrzygnięta, ale to nic, i tak będzie trzeba to powtórzyć ;D Liczenie stopni jest ciężkim zadaniem, bynajmniej w ferie, więc pozostaje nam to wybaczyć i również powtórzyć przy najbliższej lub trochę dalszej okazji.
Działo się jeszcze wiele, ale są rzeczy, których się nie publikuje i zostawia w spokoju ;P Tak też uczynię, resztę wyrażą te wszystkie fotki i dwa niepowtarzalne filmiki.
Egzamin zdany, po Polsce poruszać się, owszem, umiemy. Wracać z uśmiechem na twarzy i wspaniałymi wspomnieniami w głowach, mimo zmęczenia - też.
Dziękuję całej
dziesiątce, a szczególnie Tej, która
kręciła i razem ze mną ratowała sytuację, Temu, którego szargały wyrzuty sumienia i Temu, który miał pretensje.
Ghetto Gospel i
...każdy dzień, jak ten, będzie nowym
opowiadaniem... jak my - pięknym... zawsze będą przypominać.
;*
My 4 (3?) - ustalamy zasady, planujemy przyszłość, strzelamy fochy. Ustawiamy oczo...-tapety i śpiewamy hity, które już dawno hitami być przestały. Pochłaniamy wszystko, co się nawinie, układamy śmiejżelki, przesładzamy kawę i szukamy bateryjek do, jakże potrzebnej tamtej nocy, latarki. Śpiewamy przy gitarze o lecie z komarami, małym obozie, ciszy, Bieszczadach i łodziach z bananami.
Cieszymy się życiem, właśnie nocą, mimo ciszy i ciemności, nie myśląc o rzeczach nabytych i osobach niemożliwych do nabycia.
I znów dziękuję ;*
e
M, ile jeszcze?
Komentuj (6)
25.01.2007 :: 01:29
Satysfakcjonująco zdystansowana.
Wiosna uciekła, wszyscy witają zimę. Prawdziwą, bo taką ze śniegiem.
Tylko szkoda, że tak późno, bo ja już zdążyłam poczuć zapach przebiśniegów.
Trzy dni w Poznaniu, podczas których miałam sobie wszystko w głowie poukładać. Miałam. W rzeczywistości przyjechałam z jeszcze większym mętlikiem, bo co minutę tęskniłam za kimś innym i kogo innego mi brakowało.
Wszystkim, czego się dowiedziałam (a o czym nie powinnam była wiedzieć) nie mam zamiaru się przejmować, bo tak naprawdę nie ma czym. To nie moje życie, nie ja nad nim panuję.
Najtrudniej było mi chodzić po centrach handlowych samej. W pamiętnej kawiarni przy okrągłym stoliku kogoś brakowało, w toalecie na drugim piętrze - też.
Następnym razem będziemy tam we 2 (albo 3, albo 4), dobrze?
Jeśli ją kochasz, to do niej wrócisz
Nie kochasz, nie wrócisz, logiczne.
A kochałeś?
Miało być długo i optymistycznie. Nie wyszło. Nastrój się obniżył, zapał gdzieś się ulotnił. I już nie jest tak wesoło jak jeszcze kilka godzin temu było.
e
M, pomyśl o mnie czasem.
Komentuj (6)
31.01.2007 :: 20:30
Mętlikom stop!
Napisałabym, że właśnie minęły trzy miesiące, od kiedy zamilknęliśmy na wieki.
Że już
nigdy mój drogi panie e
M, nie porozmawiamy.
Że już nie napiszesz, żadna siła nas nie połączy, cudów nie ma, śniłam.
Napisałabym, że zapomnę o tym jak to po kolei było.
Że nie ma szans na jakąkolwiek znajomość i nie chcę tego zmieniać.
Że pewne rzeczy już dawno sobie, i Tobie, wybaczyłam.
Napisałabym, że Cię nienawidzę, nie chcę nigdy więcej znać i oglądać.
Że tego nie można wybaczyć.
Że nie chcę już wierzyć w żadne Twoje słowo. I możesz milczeć, ile chcesz.
Napisałabym, ale nie napiszę.
Bo pewne sprawy nieoczekiwanie potrafią zmienić bieg. Zaskoczyć. Dolina zamienić się w górę. Los uszczęśliwić, chociażby na chwilę. Komuś odmienić, po czym wrócić. Zabłądzić, przemyśleć, zatęsknić.
Chociaż raz sama sobie czegoś życzę, naiwnie wierząc w to, że się spełni.
I nie mów mi, że
niektóre życzenia się nie spełniają. Nic nie wiesz o życiu.
I nie powinnam była wtedy pisać. Tak czuję, tak wiem. Kolejny błąd do kolekcji, do tego szczypta wstydu i zażenowania. I garść słonego żalu.
Za kimś, za czymś, po czymś. Na uczczenie czegoś.
e
M, Ty wiesz, że przed Tobą nigdy nie potrafiłam kłamać.
Pewne rzeczy się kończą, pewne zaczynają, wiem.
Niektóre się kończą, choć naprawdę nie mają prawa się kończyć, ale i tak się kończą, i o tym wiemy my wszyscy.
Pewne rzeczy się zaczynają, po czym giną gdzieś we wspomnieniach i wracają do nas na nowo, z taką samą lub mniejszą siłą, która potem i tak z dnia na dzień, albo z nocy na noc, wzrasta.
I o tym wie Donia. I o tym powoli zaczynam wiedzieć i ja.
Komentuj (3)